Moja wielka holenderska przygoda

Moja wielka holenderska przygoda to nawiązanie do tytułu filmu Moja wielka grecka wycieczka, a w wersji oryginalnej My Life in Ruins. Parafrazy tytułów, nie tylko filmów, czasami wchodzą do języka potocznego jako swoiste określenia. Czasami powszechnie używane, a czasami jednostkowe specyficzne dla danego człowieka lub małej grupy. Dla mnie w kategorii różnych podróży jest tak z tym tytułem filmu.
Moja wielka holenderska przygoda
Moja wielka grecka wycieczka - My Life in Ruins

Moja wielka holenderska przygoda w „11 KOBIET …”

„– Bella, czy nie chciałaś powybierać zdjęć, by wstawić je na fejsa?
– Ojej, zapomniałam. Jak dobrze, że mi przypomniałeś. Pomożesz mi coś wybrać?
– Tak zza kierownicy, przy prędkości stu pięćdziesięciu kilometrów, na dodatek po ciemku raczej byłoby trudno. Poza tym bardzo jestem ciekaw twojego wyboru i nie chciałbym w niego ingerować.
– A nie będzie ci przykro, jak pominę zdjęcia z tobą? Wiesz dlaczego.
– Jasne, że nie.
– To robię album Moja wielka holenderska przygoda. To takie nawiązanie do tytułu filmu.
– Domyśliłem się. Ile zdjęć będziesz chciała zamieścić?
– Może uda mi się ograniczyć do kilkunastu.
Dalsza część drogi przebiegła w ciszy. Bella kompletowała zdjęcia do albumu …”

Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 126-127, II część tomu „Czerwiec”

Jak sama Bella zaznaczyła tytuł jej albumu zdjęciowego był nawiązaniem do tytułu filmu. A Marcin skojarzył to nawiązanie z filmem. Tytuł filmu nasuwa się natychmiastowo – „Moja wielka grecka wycieczka”. Nawiązanie nie oznacza relacji jeden do jednego. W dużej mierze było trafne. Co prawda w filmie główna bohaterka była przewodniczką zorganizowanej wycieczki, a Bella była jedyną uczestniczką prywatnej wycieczki. W miejsce Grecji pojawiła się Holandia. Ale w obu przypadkach zwiedzanie, zabytki, atrakcje turystyczne są niezwykle ważnym tłem. W obu przypadkach istotne są relacje określane mianem romantycznych. W filmie dopiero się rodząca, pokonujące różnego rodzaju bariery i rafy, delikatne, zaś w powieści po wcześniejszej eksplozji, z bardzo mocną i istotną erotyką. Zapewne Bella nie wiedziała, że tytuł tego filmu w wersji oryginalnej brzmi „My Life in Ruins”, czyli moje życie w ruinie. Tytuł oryginalny jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach jest po prostu lepszy. Zapewne do niego Bella by nie nawiązała, a mogłaby.

Moja wielka grecka wycieczka

Film amerykańsko-hiszpański z 2009 roku z gatunku komedia romantyczna. Na Filmwebie ma notę 6,3 w ocenie widzów i 6,0 z oceny krytyków. Czyli niezbyt wysokie. W gruncie rzeczy tak minimalnie poniżej średniej dla komedii romantycznej. Tytuł polski jest nawiązaniem do filmu z 2002 roku „Moje wielkie greckie wesele”. Celowy marketingowy zabieg dla lepszej jego sprzedawalności. W gruncie rzeczy, co w przypadku dowolnego doboru polskiego tytułu, a nie jego tłumaczenia, jest bardzo dobrze dopasowany do fabuły filmu. Aczkolwiek oryginalny tytuł, mniej marketingowy, „My Life in  Ruins” – „Moje życie w ruinach” ze swoim podwójnym znaczeniem jest bezapelacyjnie lepszy.

Bohaterka filmu Georgia, grana przez Nia Vardalos, również główną bohaterkę „Mojego wielkiego greckiego wesela”, jest wykładowcą klasycznej greki na uniwersytecie w Atenach. Pewnego dnia traci posadę i postanawia podjąć pracę przewodnika wycieczek. Nie zdaje sobie jednak sprawy, na jakie trudności natrafi. Nie dość, że musi się użerać z wiecznie niezadowolonymi turystami, których bardziej niż historia Grecji interesuje zakup tandetnych pamiątek to jeszcze w autobusie za kółkiem siedzi gburowaty kierowca. Łatwo się domyśleć, że to właśnie on „nieoczekiwanie” odmieni życie przewodniczki… Czyli standard komedii romantycznej. Mnóstwo zewnętrznych problemów, które doprowadzają do mniej lub bardziej śmiesznych sytuacji, początkowy konflikt między dwójką bohaterów, który przekształca się w miłość.

Głównym atrybutem filmu, bo fabuła jest całkowicie przewidywalna i płytka, a walor komediowy raczej średni, są widoki Grecji. Z kultowych miejsc m. in. możemy podziwiać Akropol, Olimpię, Delfy i Epidauros.

Film, oprócz wartości poznawczych historycznych greckich zabytków, nie niesie zbyt dużo wartości. Do obejrzenia w kategorii relaksu, przyjemnie spędzonego czasu, bez jakiegokolwiek angażowania szarych komórek i wyższych emocji.

Nieco zaskakującym było, że Bella nawiązała do tego filmu, gdyż to nie był gatunek filmu, który ona zazwyczaj oglądała. Być może tego filmu też nie oglądała, a w pamięci utknął jej tylko jego tytuł. Być może niedokładnie bo słowo wycieczka zastąpiła słowem przygoda. A może zrobiła to celowa, bo weekend z Marcinem był dla niej czymś więcej niż wycieczką. A właśnie przygodą. I to w kilku znaczeniach tego słowa. Zarówno jako niecodzienne wydarzenie, jak i w kontekście podróżniczym, a także w odniesieniu do romansu czy kontekście erotycznym. Analizując fabułę filmu można by znaleźć drobne paralele do wyjazdu do Holandii Marcina i Belli. Ale to sam tytuł filmu bardziej pasuje by go użyć jako nawiązania.

Spodobało się - udostępnij

Newsletter

Mój newsletter to najlepszy sposób by nie przegapić niczego co dzieje się wokół „11 KOBIET …” i co ma do powiedzenia autor powieści. 

Przeczytaj pozostałe Inspiracje

rzeczywistość miesza się z fantazją

zapisz się do newslettera

Mój newsletter to najlepszy sposób by nie przegapić niczego co dzieje się wokół „11 KOBIET …” i co ma do powiedzenia autor powieści.