Scott McKenzie „San Francisco” – Flowers in your hair w „11 KOBIET…”
„Gdy Anna się zjawiła, oczarowała mnie swoim wyglądem. Była ubrana w dopasowane błękitne dżinsy 7/8, białą koronkową bluzkę i niezbyt wysokie bladoniebiesko-szare szpilki. Pierwszy raz zwróciłem uwagę na dodatki, czyli małą torebkę na długim pasku w kolorze szpilek, okrągłą srebrną zawieszkę z chińskimi literami na długim łańcuchu i kolczyki, bardzo długie, składające się z trzech różnej średnicy kółek połączonych ze sobą, również ozdobionych chińskimi literami. Włosy miała rozpuszczone, falujące, w lekkim nieładzie spowodowanym wiatrem. Jej widok przywołał mi piosenkę Scotta McKenziego San Francisco – Flowers in your hair. Brakowało jej tylko kwiatów we włosach, a poczułbym się jak w moim ulubionym hippisowskim klimacie.”
Piąty rozdział z cyklu „Anna”, strona 143, II część tomu „Czerwiec”
Oprócz totalnego oczarowania Anną, a w pierwszej chwili ich spotkania jej wyglądem, Marcin, chyba po raz pierwszy dostrzegł niemal wszystkie elementy jej stroju i wizerunku. Główne elementy jej stroju nie były typowymi dla klimatu hippisowskiego. Jedynie kolczyki i zawieszka mogły do tego aspirować. Być może skojarzenie z klimatem hippisowskim było wtórne. A pierwotnym był zachwyt nad jej włosami. A kwiaty w kobiecych czy dziewczęcych włosach w naszym społeczeństwie kojarzą się przede wszystkim ze ślubem, komuniami i tym podobnymi uroczystościami. Marcin oczami wyobraźni we włosach Anny widział to inaczej. Bardzo kolorowe kwiaty, wpięte w rozwichrzone włosy. Może nawet było to porównywalne ze stylem hawajskim. A piosenki przyszła samoistnienie na bazie skojarzenia kwiaty we włosach. A jednocześnie ta piosenka bardzo pasowała do Anny. Nieco spojlerując dalsze części powieści przyznam się, że tę piosenkę wykorzystałem w związku z Anną w bardzo pragmatyczny, a zarazem emocjonalny sposób.
Scott McKenzie
Scott McKenzie urodził się jako Philip Wallach Blondheim III 10 stycznia 1939 w Jacksonville, na Florydzie, w Stanach Zjednoczonych. Zmarł 18 sierpnia 2012 w Los Angeles w Kalifornii. Był amerykańskim piosenkarzem i autorem tekstów piosenek. W 1967 roku nagrał swój największy przebój „San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)”. Dorastał w Karolinie Północnej i Aleksandrii w Wirginii, gdzie zaprzyjaźnił się z Johnem Phillipsem, późniejszym liderem zespołu wokalnego Mamas & the Papas zwanym Papa John Phillips. Z Phillipsem współtworzył zespoły The Abstracts, The Smoothies i The Journeymen. W międzyczasie przybrał pseudonim sceniczny Scott McKenzie, gdyż jego nazwisko było za długie i trudne do zapamiętania. W 1964 roku Phillips założył grupę The Mamas & the Papas z Dennym Dohertym, Cass Elliot i Michelle Phillips i przeniósł się do Kalifornii. Scott McKenzie początkowo odrzucił propozycję dołączenia do zespołu i poświęcił się karierze solowej. W 1967 roku wraz Phillipsem napisał swój największy i w zasadzie jedyny przebój „San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)”. W 1986 roku zaczął śpiewać z nową wersją The Mamas and the Papas. W 1988 roku z Johnem Phillipsem współtworzył utwór „Kokomo” dla zespołu The Beach Boys, który znalazł się na pierwszym miejscu list przebojów. W 1998 roku wycofał się z występów w trasie koncertowej The Mamas and the Papas i zamieszkał w Los Angeles aż do śmierci. W 2001 roku wystąpił na koncercie w Los Angeles poświęconym Johnowi Phillipsowi, obok innych współczesnych artystów lat 60.
„San Francisco” (Be Sure To Wear Flowers in Your Hair)
Koniecznie włóżcie trochę kwiatów w swoje włosy
Jeśli wybieracie się do San Francisco
Spotkacie tu wielu uprzejmych ludzi
Dla tych, którzy przybędą do San Francisco
Latem będzie tam love-in
Na ulicach San Francisco
uprzejmi ludzie z kwiatami w swych włosach
Wzdłuż całego narodu, jakby dziwne wibracje
Ludzie w ruchu
To jest cała generacja z nowym podejściem
Ludzie w ruchu, ludzie w ruchu
Dla tych, którzy przybędą do San Francisco
Koniecznie włóżcie trochę kwiatów w swoje włosy
Jeżeli przybędziecie do San Francisco
Latem będzie tam love-in
Jeżeli przybędziecie do San Francisco
Latem będzie tam love-in”
Love-in – jest to publiczne zgromadzenie pokojowo nastawionych ludzi, którzy skupiają się na medytacji, miłości i muzyce. W wersach „For those who come to San Francisco/Summertime will be a love-in there” Scott McKenzie zareklamował Festiwal pop w Monterey.
„San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)” to amerykańska piosenka pop napisana przez Johna Phillipsa i śpiewana przez Scotta McKenziego . Została wyprodukowana i wydana w maju 1967 roku przez Phillipsa i Lou Adlera, którzy wykorzystali ją do promocji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Popowej w Monterey, który odbył się w czerwcu tego roku.
John Phillips grał na gitarze podczas nagrania, a muzyk sesyjny Gary L. Coleman na dzwonkach orkiestrowych i dzwonkach. Gitarę basową dostarczył muzyk sesyjny Joe Osborn. Hal Blaine grał na perkusji. Utwór osiągnął czwarte miejsce na listach przebojów w USA i pierwsze miejsce na brytyjskich listach przebojów. W Irlandii utrzymywał się na pierwszym miejscu przez tydzień, w Nowej Zelandii przez pięć tygodni, a w Niemczech przez sześć tygodni.
Wersję McKenziego nazywano „nieoficjalnym hymnem ruchu kontrkulturowego lat 60-tych, w tym ruchu hipisowskiego, ruchu przeciwko wojnie w Wietnamie i ruchu kwiatów”. Utwór ten jest również powszechnie uważany za jeden z najważniejszych utworów Lata Miłości, obok utworu Beatlesów „All You Need Is Love”.
San Francisco
W San Francisco byłem w 1999 roku, 32 lata po nagraniu przez Scotta McKenzie piosenki w tytule której jest nazwa tego miasta. To był okres w moim życiu, największych moich sukcesów zawodowych, okres w którym można by powiedzieć, że byłem szczurem korporacyjnym na wysokim stanowisku, najwyższym w mojej branży. W pewien sposób najdalej mi było do hippisowskiego klimatu San Francisco, do kwiatów we włosach. Ale jednocześnie nie jest możliwe zmienić naturę, nie da się zapomnieć, zatuszować, dokonać anihilacji tego co się kocha, co tkwi w sercu i duszy. Szukałem klimatu piosenki. Patrząc „mędrca szkiełkiem i okiem” nic z tamtych czasów nie zostało. Ale „czucie i wiara” w wielu miejscach pozwalały mi dostrzec tamten miniony klimat, choćby na ukwieconej i pełnej serpentyn Lombard Street, czy na Castro Street, choć wówczas jeszcze nie pełniła tej roli co dziś, w Chinatown, czy w tramwaju linowym. Wyobraźnia czyni cuda.












