Burgery w Stads-Koffyhuis Delft w „11 KOBIET …”
„– Bella, standardowo jemy wszystko na spółkę?
– Jasne, ale najpierw tłumacz kartę. – Bierzemy chlebek z różnymi pastami do smarowania?
– Jak najbardziej. A może być zimne piwo?
– Jasne. Startery załatwione. A może byśmy spróbowali tutejszych burgerów?
– Możemy. Czemu nie?
– Dobra, to wybrałem dwa: hamburger Oude Delft ze smażonym jajkiem, bekonem, cebulą i serem oraz burger farmera z roztopionym serem wiejskim, boczkiem, czerwoną cebulą i grzybami na chrupiącym łóżku pomidorowym, ogórkowym, marynatowym i sałatą lodową. Nie wiem, co kryje się pod hasłem łóżko, ale brzmi nieźle. Zamawiamy?
– Tak.
– Proponuję jeszcze po zupce. Bardzo przyjemnie wygląda toskańska zupa pomidorowa oraz holenderska grochówka z tostami z wędzoną kiełbasą, musztardą, pietruszką i serem. Są większe i mniejsze porcje. Myślę, że mniejsze wystarczą. To danie jak ci się widzi?
– Też akceptuję.
– Są jeszcze quiche’e.
– A co to takiego?
– To taka zapiekanka na ogół na francuskim cieście, w wersji klasycznej bodaj z farszem jajeczno-ziemniaczanym. Tu mamy do wyboru: quiche z sosem curry i brokułami, bekonem, orzechami nerkowca i roztopionym brie oraz quiche z ziemniaczanego ciasta z nadzieniem jabłkowym, szczypiorkiem, czerwoną papryką, szpinakiem i wędzonymi frytkami z łososia. Oba podawane na sałatce z sałaty lodowej, rukoli, wiórków migdałowych i pomidorków cherry. Ryzykujemy?
– Ryzykujemy.
– Jak widzisz, nie ma tu żadnego ekskluzywu ani w daniach, ani w cenach, ani w niczym innym. Zwykła knajpka z ładnym ogródkiem na tarasie nad kanałem, dosłownie nad kanałem, a nie przy nim. Sądzę, że te proste dania będą bajecznie smaczne. Burger będzie nieporównywalny z Makiem, a bardziej przypominający dobry stek z dodatkami, chociaż to trochę inne mięso.
…
Jedzenie było proste i bardzo smakowite. Restauracyjka ewidentnie zasłużyła na swoje oceny w kategorii posiłków lunchowych.”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 118-119, II część tomu „Czerwiec”
Czy można nie lubić burgerów? Owszem tak, jeśli jest się wegetarianinem lub nie jada się pieczywo. W innych przypadkach jest to sporadyczne. Owszem to nie oznacza, że dla wszystkich pozostałych będzie to danie pierwszego wyboru. Ale dobry burger, raz na jakiś czas, jest świetnym rozwiązaniem na lunch. Bynajmniej nie mówię o burgerach z powszechnie znanych globalnych sieciówek, a właśnie z wyspecjalizowanych burgerowni czy barów typu bistro. Burgery nie są typową specjalnością kuchni holenderskiej, ale w Holandii bywają bardzo dobre. Holendrzy cenią dobrą kuchnię i potrafią taką serwować. A ich wołowina jest niewątpliwie jedną z najlepszych w Europie. Ale to nie jedyne powody, dla których Marcin wybrał knajpkę typu bistro, a w niej na lunch wraz z Bellą zamówili między innymi burgery. Oboje lubili burgery. Wbrew stereotypom to bardziej w nich gustowała Bella. Była bardzo zadowolona z wyboru. Coś swojskiego, znanego, a jednocześnie w odmianie o wysokiej jakości, a w efekcie bardzo smacznego i sycącego.
Burgery w Stads-Koffyhuis Delft
W dzisiejszej karcie dań Stads Koffyhuis w Delft figurują cztery różne burgery. Jest w nich tajemniczo brzmiący Burger miesiąca, jest też burger wegeteriański. Ich skrócone opisy można znaleźć w artykule Stads-Koffyhuis Delft. Do burgerów można dodatkowo zamówić porcję ćwiartek ziemniaczanych z majonezem Koffyhuis w cenie 4,50€. Są również oba burgery, które zamówili Marcin z Bellą. Czyli Oude Delft Burger i Farmer’s Burger, czyli Burger Starego Delft i Burger Farmerski. Przez te kilka lat od pisania tego fragmentu powieści w zasadzie bez zmian pozostały ich składniki i opis w karcie dań.
Dziś brzmi on tak:
Oude Delft Burger – Hamburger ze smażonym boczkiem i jajkiem, cebulą i roztopionym serem.
Farmer’s Burger – Nasz ekologiczny burger wołowy z roztopionym dojrzałym serem, boczkiem i marynowaną cebulą. Podawany na bułce z pomidorem, ogórkiem i sałatą.
Oba są w cenie 16,75€
W pierwszym z nich według przekazu Marcina zamiast boczku był bekon. Ale czy, aby na pewno zaistniał takowy niuans. Owszem w polskiej terminologii rzeźniczej bekon i boczek to wieprzowina, ale różnią się pochodzeniem, tłustością i sposobem przygotowania. Bekon pozyskuje się z chudszej, grzbietowej części tuszy, krojony jest w cienkie plastry i peklowany, a po usmażeniu staje się chrupiący. Boczek pochodzi z brzusznej części, jest tłustszy, bardziej mięsisty i często wędzony lub pieczony. Natomiast zarówno w języku holenderskim jak i angielskim na ogół stosuje się to samo słowo. Marcin zapewne korzystał z angielskiej karty dań. Czyli już w knajpce nastąpiło pierwsze tłumaczenie, a następnie on na polski przetłumaczył Belli kartę dań. Zapewne różnica polega nie na tym jaki kiedyś serwowano do burgera kawałek wieprzowiny, a jaki jest serwowany dzisiaj, a na tłumaczeniu.
W przypadku drugiego burgera też występują niuanse. W dzisiejszym opisie zabrakło grzybów. Jest marynowana cebula, podczas gdy kiedyś była czerwona cebula i między innym marynatowe było chrupiące łóżko. Dziś w określeniu warzywnych dodatków nie ma już określenia łózko, które tak zafascynowało Marcina.
Dla mnie w obu tych burgerach jest wszystko to co powinno w nich być. Bardzo dobra wołowina, cebula, koniecznie czerwona, dobry ser, a sery holenderskie przecież są świetne i przede wszystkim boczek. Chrupiący boczek jest warunkiem koniecznym w burgerze. Ilekroć zamawiam burgera to zawsze wybieram z boczkiem. A Stads Koffyhuis Delft burgery są na pysznych wieloziarnistych bułkach. Co jest również ważne dla jakości i smaku burgera. Oude Delft Burger, prostszy, z mniejszą ilością składników jest przede wszystkim dla tych, którzy chcą jak najmocniej poczuć smak wołowiny, zaś drugi ma więcej składników warzywny i ma bardziej urozmaicony smak. A jednocześnie oba są świetne.





