Gewoon Gouds w Goudzie w „11 KOBIET …”
„– Idziemy zatem do Gewoon Gouds na kolację. To z drugiej strony rynku. Postaramy się zjeść w ogródku. Stamtąd będzie widok na ratusz, ale od tyłu. Usiedliśmy na zewnątrz. Zamówiłem po kieliszku jenever, holenderskiego ginu na szyszkach jałowcowych.
– Cholernie to mocne, chyba chcesz mnie upić, ale nie wiem po co, bo na trzeźwo i tak możesz mieć wszystko. Bardzo smaczne. Zamówisz jeszcze jeden kieliszek?
– Jasne. Przejrzałem kartę. Weźmiemy jak zwykle po przystawce, zupce, daniu głównym i deserze. Największy problem mam z daniami głównymi, bo są i rybne, i mięsne, a w każdej grupie przynajmniej na dwa mam nieodpartą ochotę.
– Nie tak dawno mówiłeś, że nie można mieć wszystkiego.
– Na ogół tak, ale teraz nie widzę przeszkód, żebyśmy popróbowali wszystkiego, na co mamy ochotę. Nie musimy przecież zjadać całych porcji. Najwyżej wezmą nas za krytyków kulinarnych i obsługa będzie skakała jak wokół śmierdzącego jajka.
– Nie tłumacz mi całej karty, tylko swoje propozycje.
– A więc słuchaj. Przystawki: wędzony łosoś z ogórkiem, koperkiem i lekkim dressingiem musztardowym oraz smażone małże na maśle i czosnku. Zgadzasz się?
– Chyba nigdy nie jadłam małży. Brzmi super.
– Teraz zupy: bouillabaisse z sosem rouillé, czyli klasyczna francuska zupa rybna z gęstym sosem z oliwy, papryki, czosnku i szafranu, oraz zupa serowa gouda, o której piszą, że jest niezrównana. Zupy podają z wiejskim chlebem i różnymi masłami. Jak?
– Brzmi smakowicie. Może to wystarczy?
– A skądże, przechodzimy do dań głównych. Najpierw mięsne. Wybierz dwa z trzech: polędwiczki wieprzowe z rozmarynem i boczkiem, żeberka, które mogą być na słodko, pikantnie lub orientalnie, albo greckie szaszłyki jagnięce z pikantnym sosem tzatziki. Podają to z frytkami i warzywami. Jak z wyborem?
– Nie umiem. Wszystkie trzy brzmią tak, że tylko jeść.
– Dobra, bierzemy do spróbowania wszystkie trzy, ale tylko jedne frytki i dwa razy warzywa. Jest w porządku?
– Czy ty nie przesadzasz?
– Poczekaj, teraz mamy rybne dania główne. Wybrałem świeżą rybę duszoną w śmietanie ze świeżymi warzywami i zapiekaną w serze gouda oraz gigantyczne krewetki z grilla. Oczywiście bierzemy bez żadnych dodatków. Podoba ci się?
– Zwariowałeś! Zachowujesz się, jakbyś przez kilka lat głodował. …
– Bella, proszę cię, bez złośliwych komentarzy. Pytam, czy wybór ci odpowiada.
– Bardziej niż bardzo, ale…
– Nie ma ale. Zostały jeszcze desery. Są tu dwa z moich ulubionych. Wprawdzie włoski i francuski, ale nie oprę się im. Wybieramy tiramisu i crème brûlée. I nie pytam o zgodę.
…
Zamówienie tych wszystkich potraw nie było prostą sprawą. Kelnerka kilkakrotnie potwierdzała poszczególne części zamówienia, by upewnić się, czy dobrze mnie zrozumiała. Wielce była zdziwiona, że dwoje ludzi w sile wieku zamówiło pełny zestaw od przystawek, przez zupę i danie główne aż po deser, a na dwie osoby aż pięć dań głównych i w zasadzie niemal bez dodatków. Nie mogła również zrozumieć, że pięć dań głównych miało być podanych równocześnie. Ale obsługa była tu bardzo sprawna i zrealizowała mój pomysł co do joty. Każde danie było rewelacyjne. Nie umiałbym wybrać najlepszego ani wskazać niczego, co by mi nie smakowało. Oczywiście nie daliśmy rady całkowicie wyczyścić talerzy, ale pozostały na nich niewielkie ilości. Jenever był dolewany jeszcze kilka razy. Czułem się tak najedzony, że musiałem poluzować pasek od spodni. Przy rachunku dostaliśmy jeszcze gratis dwa kieliszki jenevera.”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 122-125, II część tomu „Czerwiec”
Dlaczego właśnie Gewoon Gouds pojawiła się w „11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE”? Czy to jedna z lepszych restauracji w Goudzie? Na to drugie pytanie odpowiedź bynajmniej nie jest oczywista. Na kilku najbardziej znanych portalach internetowych zajmujących się lokalami gastronomicznymi, te same restauracje otrzymują bardzo różne noty od klientów i są uhierarchizowane na równie zróżnicowanych pozycjach. Co więcej, w Goudzie według ocen na tychże portalach jest mniej niż bardzo mało knajpek z rzeczywiście wysokimi notami. Nie więcej niż dwie – trzy. A na dodatek są one na ogół specyficzne, czyli na przykład z kuchnią azjatycką. Tak więc ich ocena miała drugo-, a nawet trzeciorzędne znaczenie. Pisząc już ładnych klika lat temu o wycieczce do Goudy Marcina i Belli i ich kolacji w Gewoon Gouds byłem przekonany, że ja byłem na kolacji w tej knajpce dwa razy. Dziś oglądając ją w Internecie takiej pewności nie mam. Niewątpliwie byłem dwa razy na kolacji, w tej samej knajpce na rynku w Goudzie. Najbardziej prawdopodobne jest, że właśnie w Gewoon Gouds, ale być może w którejś z kilku innych na rynku w Goudzie położonych obok niej. Moje wspomnienia, a bardziej wrażenia, które pozostały w pamięci są bardzo pozytywne, choć mało szczegółowe. Niewątpliwie knajpka była położona niemal naprzeciwko wejścia do ratusza, bo stanowiła miejsce do jego podziwiania. Pierwszy raz dużo dawniej niż kilka lat temu z ogródka przed nią, w letni wieczór. Drugi raz przez okno z wnętrza, bo choć to była tak zwana majówka, to wtedy w Holandii było bardzo zimno i deszczowo. Nie pamiętam co jadłem, ale pamiętam, że mi smakowało wybornie. Pamiętam bardzo przyjazny klimat knajpki i świetnego jenevera oraz nowoczesną samooczyszczającą się toaletę. A przez te lata, nawet więcej niż kilkanaście, bardzo wiele mogło się w niej zmienić. To co pozostało niezmienne to umiejscowienie na rynku i możliwość podziwiania ratusza podczas konsumpcji. To niewątpliwie jej duży atut.
Gewoon Gouds
Knajpka z adresem: Markt 42-44, 2801 JK Gouda, Holandia.
Godziny otwarcia: codziennie 09:00-23:00, zaś w piątek i sobotę : 09:00-00:00.
Restauracja Gewoon Gouds znajduje się w pięknym i słonecznym miejscu na rynku w Goudzie. To wyjątkowe miejsce, w którym można zjeść lunch, napić się drinka i zjeść kolację z widokiem na zabytkowy rynek w Goudzie i przepiękny ratusz. Na pierwszym piętrze znajduje się atrakcyjna część restauracyjna, która idealnie nadaje się na lunch i kolację. Na zewnątrz znajduje się duży taras, na około 200 gości, na którym można usiąść na lunch, drinka lub kolację. Niezależnie od pogody: taras jest zawsze otwarty.
Jej kuchnia określana jest na ogół mianem kuchni europejskiej lub holenderskiej. W Google Maps ma notę 4,2/5 przy 1978 oceniających, zaś w Tripadvisor 3,9/5 przy 488 oceniających, ale jest sklasyfikowana na 4 miejscu wśród 163 restauracji w mieście.
zobacz galerię zdjęć (24)
Gewoon Gouds
1
Od jakiegoś czasu specjalnością restauracji, a może wyróżnikiem komercyjno-reklamowym jest „Serowa niedziela w Gewoon Gouds”. Taka kompilacja kuchni szwajcarskiej i holenderskiej. Nielimitowane fondue z sera Gouda za jedyne 13,50 € od osoby. Kremowe fondue podawane jest ze świeżym wiejskim chlebem i chrupiącymi warzywami – dokładnie tak, jak powinno być w Goudzie.
Jako dodatki do tego fondue można zamówić:
Tapenada z trufli – 2,50 €
Zioła ogrodowe – 2,50 €
Gorgonzola – 3,00 €
Dodatkowy chleb wiejski – 3,00 €
Dodatkowe warzywa – 4,50 €
Półmisek mięsny – 9,50 €
Tak jak to określiłem wcześniej, w knajpce można zjeść zarówno śniadanie, lunch jak i dinner czyli kolację. Bohaterowie powieści byli w Gewoon Gouds na kolacji więc porównajmy to co oni jedli, czyli menu w tej restauracji z czasów pisania powieści z aktualnym. Przy tym porównaniu należy pamiętać, że większość restauracji w Holandii ma menu sezonowe. Aktualne menu pochodzi z wczesnej wiosny, zaś te, z którego wybrane zostały potrawy… No cóż, nie pamiętam o jakiej porze roku pisałem ten fragment powieści.
W aktualnym kolacyjnym menu mamy: sałatki, przystawki, zupy, dania główne, fondue serowe, dodatki oraz desery, a także mnóstwo napoi zarówno zimnych jak i ciepłych, bezalkoholowych jak i alkoholowych.
zobacz galerię zdjęć (54)
Gewoon Gouds
2
Moi bohaterowie nie zamówili ani serowego fondue, ani sałatek. Z napoi jak wynika z opowieści Marcina raczyli się wyłącznie jeneverem, a raczej raczyła się nim Bella, bo Marcin jako kierowca mógł go jedynie spróbować, no może nieco więcej niż spróbować, czyli wypić dwa małe shoty, gdyż w Holandii dozwolony limit alkoholu to 0,5 promila. O fondue już było, przy okazji serowych niedzieli. Zobaczmy jakie sałatki serwuje Gewoon Gouds.
Sałatki
Sałatka z tuńczykiem 19,75 €
z grillowanym tuńczykiem, sosem sojowo-limonkowym i papryką
Sałatka Carpaccio 18,50 €
z rukolą, serem Grana Padano, orzeszkami pinii i majonezem truflowym
Sałatka Burrata 18,50 €
z pomidorem, rukolą, krążkami cebulowymi, bazylią, crostini i syropem balsamicznym
Sałatka Orientalna 21,50 €
z makaronem, kawałkami polędwicy wołowej, cukinią, zieloną fasolką, papryką i smażonym makaronem sojowym
Sałatka Power 19,50 €
z kaszą bulgur, szpinakiem, pieczoną ciecierzycą, grillowaną cukinią i sosem tahini
Ich ceny nie są niskie, nawet jak na Holandię. Ale taka sałatka może pełnić funkcję pełnego dania. Najmniej sycąca, a jednocześnie jak dla mnie najbardziej smakowita wydaje się sałatka carpaccio. Carpaccio to jedno z moich ulubionych dań przystawkowo-sałatkowych. Smacznie brzmią również opisy Sałatki Orientalnej i Sałatki z tuńczyka. Obie mają w swoim składzie składniki które lubię. A wszystkie trzy zawierają mięsko lub rybkę. Pewnym jest, że nie wybrałbym Sałatki Power. Nie przepadam za kaszą bulgur i ciecierzycą.
Z przystawek bohaterowie powieści zamówili: wędzonego łososia z ogórkiem, koperkiem i lekkim dressingiem musztardowym oraz smażone małże na maśle i czosnku. Obie brzmią bardzo dobrze. Może łosoś mniej, ale dodatki do niego znakomicie poprawiają wrażenie. A małże dobrze przyrządzone w każdej postaci są pyszne. W Holandii ryby i owoce morza są przynajmniej smaczne w niemal każdej knajpce, zaś pyszne w wielu. Holendrzy jako naród od wieków bazujący na rybołówstwie potrafią każdy dar morza przyrządzić rewelacyjnie. I zawsze jest świeży. Ale niestety w aktualnej karcie wśród przystawek brak jest tych dań.
Przystawki
Deska chleba 7,95 €
z domowym masłem ziołowym i pysznym dipem z sera Gouda
Libański tabbouleh 13,75 €
świeża sałatka z kaszy bulgur z warzywami i ziołami, podawana z marchewką, majonezem chipotle i smażoną bazylią.
Flammkuchen 14,95 €
z bresaolą, pomidorkami koktajlowymi, rukolą, sosem pomidorowym, kremem dyniowym, parmezanem i olejem truflowym
Dopłata: 1,00 € filet z kurczaka lub szynka parmeńska
Carpaccio 13,50 €
z rukolą, Grana Padano, orzeszkami pinii, kaparami i majonezem truflowym
Carpaccio XXL 15,50 €
bardzo duże carpaccio z rukolą, Grana Padano, orzeszkami pinii i majonezem truflowym
Tatar z tuńczyka 13,95 €
z glonami wakame, sosem sezamowym, wasabi, kremem z awokado, lodami sezamowymi i tempurą wasabinori
Pierożki Gyoza z kurczakiem 13,95 €
6 sztuk z dymką, sezamem, majonezem chili i sosem ostrygowym.
Dzisiejsze przystawki w Gewoon Gouds, dla mnie, są mocno rozczarowujące. Oprócz Carpaccio, które również było jako sałatka trudno byłoby mi z pełnym przekonaniem i nadzieją na hedonistyczne doznania wybrać którąś z nich. Notabene w carpaccio zwraca uwagę, że to z przystawek ma jako składnik kapary, zaś to z sałatek nie ma ich, taka samo jak to XXL. Dla mnie kapary do obligatoryjny, obok Gran Padano najistotniejszy składnik pysznego carpaccio. Libański tabbouleh ze względu na kaszę bulgur pominąłbym, choć w najbardziej oryginalnej wersji może nawet być smakowity. Flammkuchen lub tarte flambée to tradycyjne alzackie danie w postaci upieczonego w piecu placka z ciasta chlebowego z cebulą, boczkiem ciętym w drobne słupki i śmietaną. Również nie brzmi przekonująco. Tatar z tuńczyka podobno może być smaczny, tym bardziej na azjatycką modłę. Mam wiele bardziej ulubionych dań przystawkowych. Najsmakowiciej brzmią pierożki Gyoza. To japońskie pierożki z delikatnego ciasta z nadzieniem (zwykle z mielonej wieprzowiny i warzyw). Ich sekret to chrupiący spód i soczyste wnętrze. Chrupiący spód otrzymuje się przez podsmażenie na patelni, a delikatność przez dalsze duszenie w małej ilości wody. Jeśli chodzi o farsz, najpopularniejszy jest połączenie mielonego mięsa (wieprzowina lub kurczak), posiekanej kapusty pekińskiej, czosnku, imbiru i sosu sojowego. Dostępne są też wersje z owocami morza i wegetariańskie (np. z tofu lub grzybami mun). Bardzo lubię kapustę pekińską, ale dymka też jest ciekawym rozwiązaniem. Natomiast gdyby zamiast kurczaka była wieprzowina, to byłyby bardzo smaczne. Kurczak psuje atrakcyjność tych pierożków. W lokalnych knajpkach, tych holenderskich także, zawsze warto zastanowić się nad pozycją, która tu określona została jako deska chleba, a w innych pod innymi hasłami. To ciekawe doświadczenie popróbować lokalnego pieczywa. Tym bardziej z masłem ziołowym, które bywa bardzo smakowite, a w tym przypadku jeszcze bardziej z dipem z serem Gouda. Ale najczęściej taki zestaw to nie przystawka, a starter i bardzo często wliczony w cenę usługi.
Z zup Marcin z Bellą kosztowali: bouillabaisse z sosem rouillé, czyli klasyczną francuską zupę rybną z gęstym sosem z oliwy, papryki, czosnku i szafranu, oraz zupę serową gouda. Zupy były podawane z wiejskim chlebem i różnymi masłami. A aktualnej karcie dań w rozdziale zupy jest najmniej pozycji.
Zupy
Oryginalna zupa serowa Gouda 8,75 €
Zupa pomidorowa 8,75 €
Zmienne zupy dnia 8,75 €
Każda z tych zup podawana jest z pieczywem. A w przypadku zupy dnia należy o nią dopytać się kelnera. Najwyraźniej zupa serowa Gouda jest spécialité de la maison tego lokalu. Była i jest. Zapewne według tej samej receptury. Standardową zupę serową lubię, ale nie należy do topów moich zup. Jednakże z dobrego sera i dobrze przyrządzona bywa hedonistycznym doznaniem smakowym. Nie mniej, a może bardziej hedonistycznym doznaniem smakowym bywa bouillabaisse. O niej pisałem w artykule Zupa rybna bouillabaisse. Ta francuska zupa bywa rarytasem. Szkoda, że zniknęła z karty dań w Gewoon Gouds. Choć możemy zaryzykować przypuszczeniem, że pojawia się jako zupa dnia.
Na ogół uważa się, że clou obiadu lub dinnera to danie główne. Pozostańmy przy tej tezie. Marcin zamówił trzy dania mięsne: polędwiczki wieprzowe z rozmarynem i boczkiem, żeberka, które mogą być na słodko, pikantnie lub orientalnie, albo greckie szaszłyki jagnięce z pikantnym sosem tzatziki oraz dwa dania rybne: świeżą rybę duszoną w śmietanie ze świeżymi warzywami i zapiekaną w serze gouda oraz gigantyczne krewetki z grilla. Były też do nich dodatki, ale o nich za chwilę. Co oferuje aktualnie Gewoon Gouds z dań głównych?
Dania główne
Łosoś smażony na patelni 22,95 €
z warzywami sezonowymi i sosem puttanesca
Propozycja wina: Bisou’dor Chardonnay
Trio ryb 23,25 €
szaszłyk z łososia, okonia nilowego i dorsza w sosie z białego wina
Propozycja wina: Arbos Pinot Grigio
Ryba z frytkami 19,95 €
z sosem ravigotte
Żeberka orientalne 22,95 €
niezrównane żeberka BBQ od hodowcy z Reeuwijk z surówką coleslaw
Propozycja wina: Compo di Marzo Primitivo
Stek 25,75 €
z warzywami sezonowymi i sosem pieczeniowym
Propozycja wina: Mantra Tempranillo
Hamburger 21,95 €
z boczkiem, cebulą, serem i domowym sosem burgerowym
Surf & Turf 26,50 €
z krewetkami i stekiem, warzywami sezonowymi i sosem z czerwonego wina
Propozycja wina: Compo di Marzo Primitivo
Satay z kurczaka 19,95 €
z atjar tjampoer, sosem orzechowym i krakersami krewetkowymi
Propozycja wina: Bisou’dor Chardonnay
Polenta 21,25 €
bez kurczaka, ze smażonymi warzywami sezonowymi
Cannelloni 19,95 €
z warzywami, sosem serowym z truflami Gouda
Wszystkie dania główne mięsne i rybne podawane są z frytkami
Znów mam takie odczucie, że karta dań sprzed kilku ładnych lat zawierała ciekawsze i smaczniejsze dania. W kategorii rybnej mamy trzy możliwości do wyboru. Trio ryb może nawet wydawać się ciekawsze od zamówionej przez Marcina i Bellę świeżej ryby duszonej w śmietanie ze świeżymi warzywami i zapiekanej w serze gouda, choć ta zapiekanka w serze gouda brzmi bardzo apetycznie. Dwie pozostałe propozycje rybne są wyraźnie słabsze. Również Surf & Turf wydaje się ciekawszym daniem od gigantycznych krewetek z grilla, choć to nie całkowicie morskie danie, choć krewetki z grilla bywają rewelacyjne, szczególnie te olbrzymie. A ponieważ kompilacji morsko-lądowej nigdy nie próbowałem, to zapewne przy okazji niewątpliwie bym ją wybrał tym bardziej, że składała się z krewetek, które lubię i steka, którego bardzo lubię. Surf and turf, połączenie morza i lądu, czasami nazywany reef and beef, to danie główne, zazwyczaj serwowane w steakhousach, łączące owoce morza i czerwone mięso, zazwyczaj wołowe. Z dań mięsnych najciekawiej zapowiadają się żeberka orientalne i stek. Steki w dobrych restauracjach na ogół bywają fantastycznym daniem mięsnym. Ale to taki standard, bez specyficznej finezji. Żeberka pozostały w karcie, ale tylko w wersji orientalnej. To może być nawet smaczniejsze danie od steka. Natomiast zniknęły z karty dań polędwiczki wieprzowe i szaszłyki jagnięce. Tych drugich bardzo szkoda, albowiem dobre szaszłyki jagnięce, a tamte wyraźnie były przyrządzane według najlepszej greckiej szkoły kulinarnej to rozkosz w ustach. Bardzo pozytywnym wyróżnikiem karty dań głównych są propozycje win do poszczególnych dań, tych, do których na ogół pija się wino.
Przy tak obfitym zamówieniu z dodatków moi bohaterowie wybrali jedynie jedne frytki i dwa razy warzywa. Z reszty, nawet jeśli była razem z daniem głównym zrezygnowali. Dodatki to jedyna stała i niezmienna część w karcie dań. Tak jak x lat temu, tak i teraz są wyłącznie frytki, choć może nie całkiem zwyczajne i warzywa.
Dodatki
Frytki truflowe 8,50 €
z majonezem truflowym, szczypiorkiem, chrupiącą cebulką, majonezem chili i parmezanem
Warzywa sezonowe 4,50 €
fasolka szparagowa, cukinia i marchewka
Jak to bywa w zachodniej i południowej Europie dinner winien zakończyć się deserem. To taki standard. Marcin z Bellą wybrali tiramisu i crème brûlée. Według mnie dwa z kilku najpyszniejszych deserów jakie istnieją. Włoski i francuski. Włosi i Francuzi takie kultowe desery mają najpyszniejsze. W aktualnej karcie dań Gewoon Gouds nie ma tiramisu, ale są w niej inne pyszne desery, zarówno włoskie jak i francuskie.
Desery
Dame Blanche 9,50 €
z lodami waniliowymi, sosem czekoladowym i bitą śmietaną
Tarte Tatin 10,75 €
z lodami karmelowymi
Crème Brûlée 9,95 €
o smaku kardamonu z lodami cynamonowymi
Panna Cotta 9,95 €
z ciastkami stroopwafel, syropem karmelowym i lodami karmelowymi
Ciepły gofr 8,95 €
z bitą śmietaną, jabłkiem z rodzynkami, cynamonem i lodami waniliowymi
Sernik 4,75 €
z sosem truskawkowym
Deska serów 10,50 €
z różnymi serami, pigwą i chlebem figowym
Gałka lodów 1,75 €
Gdybym miał dzisiaj wybierać dwa desery to znów wybrałbym crème brûlée, choć nie uważam, żeby lody do niego pasowały. Z drugim miałbym problem wyboru zarówno negatywny jak i pozytywny. Nie wybrałbym lodów, bo oprócz wyjątków z lodów wybieram w zasadzie tylko sorbety, na ogół cytrynowy i cassis. Za sernikami nie przepadam, oprócz topfenstrudela. Gofr przy innych deserach, niezależnie od smakowitych dodatków wypada blado. Lubię tarte tatin, kilka razy we Francji jadałem znakomite. Lubię dame blanche, to jeden z tych wyjątków dotyczących deserów lodowych, które mi smakują, choć nie przepadam za lodami waniliowymi. Ale lody waniliowe z ciepłą roztopioną gorzką czekoladą i bitą śmietaną smakują wyśmienicie. A poza tym to deser kuchni holendersko-belgijskiej. Ostatecznego wyboru zapewne dokonywałbym między panna cottą, a deską serów. Panna cotta wśród deserów dla mnie jest na równi z tiramisu i crème brûlée. Z syropem karmelowym może być świetna, ale lody karmelowe są do niej niepotrzebne. A stroopwafel jest akcentem holenderskim, a na dodatek pasującym do tego włoskiego deseru. Choć w karcie dań nie wymienione zostały sery, które składały się na deskę serów to zakładam, że były to przede wszystkim sery holenderskie, chociaż bardzo często w holenderskich knajpkach w desce serów przeważają francuskie, a bywają również włoskie, szwajcarskie czy hiszpańskie. Słodkie dodatki w postaci konfitury wydają się dziwnymi, bo u nas bardzo rzadko są stosowane, ale to świetna kombinacja.
Nawet jeśli Gewoon Gouds nie serwuje wyśmienitych dań, to większość z nich jest przynajmniej dobra. Nawet jeśli ta knajpka nie jest najlepsza w Goudzie, to leży na rynku. Nawet jeśli nie jest najlepsza na rynku, a to jest subiektywną oceną, to jest jedną z najlepszych. Największym jej atutem jest położenie naprzeciwko cudownego ratusza, również z widokiem na kamieniczki na rynku. Przy brzydkiej pogodzie można nimi zachwycać się przez okno ze środka knajpki. Najlepiej ze stolika przy oknie na piętrze. Przy ładnej pogodzie z tarasu ogródkowego. Najlepiej wówczas gdy zwinięty jest namiot. Odwiedziny Goudy warto uzupełnić o dinner w Gewoon Gouds.
















































































