Pierwszy strój Matyldy w „11 KOBIET…”
„Dziewczyna usiadła. Z jednej strony zauważyłem jej dużą nerwowość, bo skubała skórki przy paznokciach, a drugiej strony jakąś niezwykłą pewność siebie, nawet butę w spojrzeniu na mnie. Ubrana była w jakieś adidaski, wyprane dżinsowe szorty i T-shirt. Nawet była niebrzydka. Długie blond, może lekko rudawe włosy upięte w kok. Błękitne oczy. Trochę piegów na twarzy. Pełne, ładnie wykrojone usta. Buzia w gruncie rzeczy ładna i niby delikatna, ale nieco wulgarna. Figurę miała chyba ładniejszą niż twarz. Dość wysoka, może metr siedemdziesiąt albo trochę mniej, ładne nogi, jak na swój wiek bardzo krągły tyłek. Przy tym smukła talia i duży, pełny biust.”
Pierwszy rozdział z cyklu „Matylda”, strona 138, II część tomu „Czerwiec”
Punktualnie o wpół do dziewiątej rano Matylda po raz pierwszy stawiła się do pracy u mnie. Ubrana była w te same co za pierwszym razem wyprane dżinsowe szorty, T-shirt i tenisówki.
Trzeci rozdział z cyklu „Matylda”, strona 201, II część tomu „Czerwiec”
Marcin dokładnie przyjrzał się Matyldzie. Jego spojrzenie bardziej ukierunkowane było na jej urodę niż ubiór. Z ubioru zauważył wyłącznie trzy zasadnicze elementy jej stroju. Wszystkie które można było zobaczyć. Nie dostrzegł, ani ich koloru, ani kroju, ani niczego innego co te elementy stroju charakteryzowało. Nie pozostaje nic innego jak puścić wodze wyobraźni i fantazji i zobrazować wszystkie trzy elementy jej stroju. Wyobraźnia winna być jednak ograniczona. Należy pamiętać, że Matylda pochodziła z wielodzietnej biednej rodziny, więc jej stroje nie mogły być markowe, ekskluzywne, czy nawet nowe. Chyba, żeby pochodziły z darów. Można zakładać, że jej ubrania w dużej mierze pochodziły z darów, a także z lumpeksów. Przy trzeciej wizycie u Marcina Matylda była dokładnie w tym samym stroju, co na pierwszej. Te wizyty w przypadku Matyldy miały jeden cel. Praca jako sprzątaczka u Marcina. Niby strój w takim przypadku to drugo-, a nawet trzecioplanowa sprawa, ale przynajmniej drobna odmiana jest wskazana. Matyldy nie za bardzo było stać na odmiany. Jej garderoba była bowiem mocno ograniczona.
Strój Matyldy
Zupełnie nie pamiętam momentu gdy pisząc moją powieść „ubierałem” po raz pierwszy Matyldę. Nie przypominam sobie bym poszukiwał dla niej strojów w Internecie. A to w przypadku „ubierania” moich bohaterek raczej się nie zdarzało, ponieważ zarówno moja wiedza na temat mody damskiej, jak i wyobraźnia w tym zakresie mocno były ograniczone. Zapewne założyłem, że dziewczyna z biednej rodziny miała na sobie ubranie, które w żaden sposób jej nie wyróżniało. Że nie stanowiło żadnego przemyślanego image’u, a po prostu było. Było dopasowane wyłącznie do pory roku i upalnej pogody, która wówczas panowała. Stąd takie skojarzenie: T-shirt, szorty i obuwie sportowe, potocznie nazywane adidaskami. Szorty przy takiej pogodzie wydały mi się bardziej prawdopodobne niż długie spodnie. A dla takiej dziewczyny bardziej niż jakakolwiek spódnica czy sukienka. Choć w tym drugim przypadku, kolejne spotkanie z Matyldą i jej strój przeczyło temu założeniu. Założyłem również, że do T-shirta i szortów na nogach winna mieć obuwie sportowe. Chyba nie tylko do takiego stroju miałaby obuwie sportowe. Aczkolwiek druga jej wizyta u Marcina znów zaprzeczała temu. Wydaje mi się, że oprócz założenia, że elementy jej stroju musiały być proste, tanie i nie markowe, nie poczyniłem żadnych innych założeń. Być może przez chwilę przeleciała mi przez głowę myśl na temat ich kolorystyki, ale nie pozostawiła żadnych śladów, ani w pamięci, ani w jakichkolwiek zapiskach.
T-shirt Matyldy
Dzisiaj wyobrażając sobie pierwszą scenę z Matyldą widzę ją w białym T-shircie, owszem damskim, ale bez żadnego wyróżnika. Chociaż zapewne dla tej dziewczyny, jakaś aplikacja na T-shircie byłaby pożądanym elementem.
W Internecie jest mnóstwo damskich białych T-shirtów, zarówno całkowicie gładkich, jak i z aplikacjami. Więcej markowych. Ale prostych, tanich, marek nikomu nic nie mówiących też jest sporo.
Dla Matyldy wybrałem T-shirt, który miał nazwę Koszulka damska Iconic V-Neck Fruit of The Loom. Oczywiście Fruit of The Loom to nazwa jego marki. Akurat biały gładki T-shirt kosztuje 27,90 zł, ale w innych kolorach był w cenie od 17,90, przez 20,90 do 29,90 zł, w zależności od chwilowych zniżek.. Myślę, że w tej cenie, a być może po przecenie, mógł być w zasięgu cenowym dla Matyldy.
Producent tak go opisuje:
„Koszulka damska Iconic Vneck Fruit of the Loom. Wykonana w 100% z bawełny czesanej ring-spun o gramaturze 150g (Biały:140g). Miękka w dotyku, profilowane szwy boczne podkreślają damską sylwetkę. Odrywana metka na karczku. Na karku umieszczona została taśma wzmacniająca, która wykonana jest z tego samego materiału. Koszulka ma dopasowany krój oraz wąski dekolt V-neck ze ściągaczem. Produkt wykonany z bawełny czesanej, która jest bardzo miła w dotyku, wygodna i bardziej wytrzymała.”
Można jedynie dodać, że jest biały, gładki i ma krótkie rękawki oraz, że jego krój jest typowo damski.
T-shirt z założenia miał być no name, ale do końca tak się nie stało.
Marka Fruit of the Loom
Fruit of the Loom to jeden z największych i najstarszych amerykańskich producentów odzieży i bielizny, którego historia sięga 1851 roku. Marka jest znana z produkcji niedrogich, dobrej jakości ubrań codziennych (np. t-shirtów i skarpet) i od lat dominuje na rynku odzieży reklamowej.
Fruit of the Loom to bardzo dobra, sprawdzona marka dla osób szukających niedrogiej odzieży codziennej. Słynie przede wszystkim z wygodnej i wytrzymałej bielizny oraz klasycznych, gładkich koszulek. Stanowi doskonały kompromis między bardzo przystępną ceną a przyzwoitą jakością.
Słynne logo: Logotyp przedstawia kiść winogron, jabłka i inne owoce. Wokół niego narósł tzw. Efekt Mandeli – wiele osób na całym świecie jest głęboko przekonanych, że w logo marki znajdował się kiedyś pleciony róg obfitości (ang. cornucopia), z którego wysypywały się owoce. Okazuje się jednak, że takiego elementu nigdy tam nie było.
Baza dla innych marek: Ze względu na korzystny stosunek ceny do jakości, koszulki tej firmy są najpopularniejszym materiałem bazowym dla agencji reklamowych, zespołów muzycznych (jako merch) oraz własnych projektów odzieżowych.
Głośne afery: Wielokrotnie dochodziło do sytuacji, w których młode marki modowe lub influencerzy sprzedawali zwykłe koszulki Fruit of the Loom z doszytą własną metką jako ekskluzywny, autorski produkt o wiele drożej.
Firma oferuje produkty głównie do noszenia na co dzień, a także prowadzi sprzedaż hurtową na całym świecie, umożliwiając przeglądanie katalogów i zamawianie bezpośrednio na oficjalnej stronie Fruit of the Loom.
Szorty Matyldy
O szortach Matyldy z przekazu Marcina wiemy, że były dżinsowe i wyprane. To drugie może sugerować, że były już znoszone i nadgryzione zębem czasu. Ale równie dobrze mogły być jasnoniebieskie z efektem postarzenia czyli z przetarciami.
Wybierając szorty dla Matyldy oprócz jasnoniebieskim kolorem kierowałem się ich ceną. Internet nakierunkował mnie na Temu. Czyli chińskiej dystrybutora, który ma tanie wyroby i w zasadzie no name. Szorty, które wybrałem były pod hasłem „Damskie szorty z efektem postarzenia, elastyczne, haftowane, falbankowe”. Ich cena wynosiła 42,34 zł przy cenie sugerowanej 97,32 zł. Kolor został określony jako jasny stalowoniebieski. Struktura materiału: 76% Bawełna, 22% Poliester, 2% Elastan. Mocno rozciągliwe. Z kilkoma pionowymi przetarciami. Krój, kieszenie, rozporek, zapięcie, szlufki typowe dla dżinsów. Na dole nogawek postrzępione mankiety. Dość krótkie, a może bardziej standardowej długości jak na szorty.
„Adidaski” Matyldy
Pierwotnie w mojej wyobraźni widziałem na jej nogach białe albo granatowe buty sportowe. Ale Internet zasugerował mi poprzez cenę różowe. Dopiero wówczas dokonałem odkrycia na miarę Eureki – różowy był idealnym kolorem dla Matyldy. Cena, która mnie ukierunkowała wynosiła 19,90 zł po przecenie z 44,90 zł. Nieistotne w jakim sklepie internetowym je znalazłem. Nigdzie nie był podany ich producent. Czyli no name. Występowały pod hasłem „Różowe damskie buty sportowe ażurowe” plus ich symbol.
Ich opis:
Różowe sneakersy damskie – lekkość i styl na wiosnę
- Sportowe różowe sneakersy damskie wykonane z materiału skóropodobnego w cukierkowym odcieniu to idealny wybór na cieplejsze dni.
- Są lekkie i wygodne, dzięki czemu świetnie sprawdzą się podczas codziennych aktywności.
- Klasyczne sznurowadła pozwalają na dobre dopasowanie do stopy, zapewniając komfort noszenia przez cały dzień.
Wiosenne sportowe półbuty – lekkie casualowe obuwie online
- Soczysty róż dodaje energii każdej stylizacji, a uniwersalny fason pasuje zarówno do sportowych, jak i casualowych zestawów.
- To wiosenne sportowe półbuty, które łączą modny wygląd z praktycznością i łatwą pielęgnacją.
- Idealna propozycja ze sklepu z butami online dla kobiet, które chcą postawić na wygodę i świeży styl na co dzień.
- Wysokość butów to 10 cm.
- Wysokość obcasa to 2 cm.
- Wysokość podeszwy to 1.2 cm.
Można by jeszcze dodać, że nosek mają półokrągły, boki i język ażurowe i wiązane są na różowe płaskie, dość szerokie sznurówki na 6 dziurek z każdej strony.
* * *
Całość na pierwszy rzut oka, letni standard dla młodej dziewczyny. Taki jak ten, który zamykał się w kwocie około stu złotych i żaden jego element nie był markowy. Ba nawet nie pochodził ze znanych, przynajmniej średniej klasy sieciówek. Choć w miarę podobny zestaw można by nabyć markowy, a nawet z marek premium i wówczas kosztowałby kilka razy więcej, albo jeszcze więcej. Jestem przekonany, że większość facetów nie dostrzegłoby różnicy. Chyba, że nazwy marek byłyby rzucające się w oczy. W przypadku Matyldy ta całość miała jeden minus. Ubrania był wielokrotnie używane i ślady tego były widoczne. Ona nie miała szafy pełnej ubrań. Dwa, trzy zestawy na każdą porę roku. A na praniach rodzina też oszczędzała, zarówno w kategorii ich częstotliwości jak i środków do prania.





