Jedzeniowy hedonizm elementem „Jeść, pić, …”
Co, jak przyrządzone, gdzie, w jakich okolicznościach i z kim. Wystarczy by przynajmniej część z tych elementów była dla nas wysoce pozytywne i mamy radość za radością. Ale jeszcze wcześniej jest nasze nastawienie. Bez niego najsmaczniejszy posiłek, rewelacyjnie przyrządzony, w cudownym miejscu i najmilszym towarzystwie będzie tylko elementem dostarczania pokarmu do organizmu, elementem służącym do przetrwania, do następnego posiłku. Nie ma usprawiedliwienia. Zawsze można znaleźć choć trochę więcej czasu na posiłek, choć trochę poprawić warunki jedzenia, postarać się jeść to co się najbardziej lubi, poszukiwać odmian, etc.
W mojej powieści jedzenie ma wielką wagę dla bohaterów. Oni czerpią z niego radość. Nawet ci, którzy nigdy tego nie doświadczali, bo nie mieli warunków lub nikt im wcześniej tego nie pokazał. Owszem moja powieść to rodzaj baśni. Tak prawdziwe życie nie wygląda. W gruncie rzeczy prawda. Czytamy baśnie bo marzymy. Marzymy o radości w życiu. Marzenia przynajmniej w części się spełniają jeśli po pierwsze marzymy, a po drugie przynajmniej staramy się realizować część marzeń. Każda realizacja wymaga wysiłku i poświęcenie, przynajmniej czasu i sił. Realizację marzeń zabija przede wszystkim lenistwo, a także rutyna, przyzwyczajenia, strach przed jakąkolwiek zmianą, brak logicznego myślenia, brak poszerzania horyzontów, strach przed zewnętrzną oceną. Nie brak czasu, pieniędzy czy warunki. To tylko doskonałe czynniki służące za usprawiedliwienie. Raz, drugi w krótkich odstępach przeżyta radość z jedzenia działa jak perpetuum mobile. Ona napędzi kolejne.
Jak ważne jest jedzenie w mojej powieści i hedonizmie świadczy liczba artykułów, które napisałem w kategorii Potrawy w ślad za tym co bohaterowie powieści jedli w pierwszej części tomu Czerwiec. Jedli i pili. Bo wszystkie napoje nie alkoholowe dla uproszczenia znalazły się w kategorii Potrawy. Dobra kawa, herbata czy soki również mogą dostarczać całej gamy przyjemności. Tych artykułów było 67. W bloku „Jeść, pić, …” następnej kategorii czyli modzie poświęciłem tylko 27 artykułów, zaś najliczniejsza kategoria w bloku „Inspiracje” czyli miejsca liczyła 42 artykuły. Faktem jest, że pełen posiłek typu lunch, obiad lub kolacja, w zależności od nomenklatury, a niezależnie od europejskiego kraju to trzy dania, a gdy spożywają go dwie osoby to sześć różnych dań, a jak dodamy napoje to ta liczba jeszcze wzrośnie. Tak więc do tej liczby potraw wystarczyłoby tylko 10 takich posiłków. W zasadzie jedynie gdyby w bloku „Jeść, pić, …” w miejscu trzech kropek było tak jak w piosence kochać i znalazła się nim kategoria erotyka lub seks to być może powstałoby więcej artykułów. Jak by nie było „11 KOBIET …” to powieść erotyczna. Ale celowo, z różnych przyczyn, tej kategorii nie ma.
W mojej powieści pojawiają się zarówno bardzo proste dania jak choćby jajecznica, jak również wieloskładnikowe, bardziej wyszukany. Są tam dania zarówno spożywane w knajpkach jak i przygotowywane przez bohaterów. Niezależnie gdzie jadają i kto przygotowuje daną potrawę czynią starania by albo jej wybór był jak najlepszy i by był jak najsmaczniejsza, a konsekwencji dostarczała jak najwięcej radości. Większość potraw spożywana jest przez dwoje bohaterów. Przez jedzenie nie tylko do serca mężczyzny. Dobre jedzenie, w szerokim rozumieniu, wraz z całą otoczka jego spożywania, to zastrzyk radości, pozytywnych emocji, poprawiających nastrój, doskonale wpływających na relacje między ludźmi, powodujących ich zbliżenie zarówno w sferze mentalnej jak i fizycznej. Termin romantyczna kolacja powstał nie bez przyczyny. W gruncie rzeczy hedonistyczny posiłek we dwoje może być elementem szeroko rozumianej erotyki.
Indeks artykułów o potrawach
Strona 53, drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później”
Zupa grzybowa kojarzy się przede wszystkim z jesienią.
Można ją przygotować tuż po grzybobraniu i wówczas cudownie pachnie nie tylko samymi grzybami, ale również lasem.
Ale od czego mamy grzyby suszone i mrożone?
Z nich zupę grzybową można ugotować przez cały rok.
Może wówczas, nie pachnie lasem, ale aromat grzybowy jest ten sam.
A zupa krem ma jeszcze aksamitną konsystencję.
Zupa krem z borowików to pierwsza potrawa, która pojawia się w powieści "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE". To pierwsze danie, które serwuje główny bohater swoim męskim przyjaciołom na pierwszy posiłek na wielogodzinnym popołudniowo-nocnym spotkaniu z nimi po latach. Pierwsze danie dwudaniowego posiłku. Danie przygotowane przez niego specjalnie dla nich. Wcześniej raczył ich zacnymi aperitifami. Zupa z borowików to jedna z tych najbardziej tradycyjnych zup kuchni polskiej. Też w czasie Wigilii. Może niekoniecznie w postaci kremu. To jedna z najsmaczniejszych zup. Może być wizytówką polskiej kuchni. A ta w postaci kremu może mieć wyrazisty smak, koniecznie przynajmniej lekko ostry, a zarazem jedwabisty.
Strona 53, drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później”
Jagnięcina, to jedno z najmniej popularnych mięs w Polsce.
Nie ma takiej tradycji.
Najczęściej można dania z niej spotkać w górach i w miarę dobrych restauracjach.
Ale każdy kto był w Grecji musiał jej kosztować, bo tam to niemal podstawowe mięso.
Ma specyficzny smak.
Ale bywa rewelacyjna.
Żeberka jagnięce to jedno z drugich dań pierwszego posiłku na spotkaniu z przyjaciółmi głównego bohatera. Jak niemal wszystkie dania na tym przyjęciu przyrządzone przez niego z pomocą jednej z bohaterek. Żeberka w powieści pojawiają kilkukrotnie, ale jagnięce tylko ten jedyny raz. Jagnięcina jest specyficzna w smaku. Nie każdy ją lubi. Dla mnie jest rewelacyjna i żałuję, że tak trudna do nabycia i rzadko oferowana w polskich knajpach. Poza regionami górskimi nie mieści się w tradycji polskiej kuchni. Sos balsamiczny dodaje specyficznej pikantności. Bardzo pasuje do jagnięciny.
Strona 53, drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później”
Strona 86, czwarty rozdział z cyklu Bibiana Isabelle, II część tomu Czerwiec
Strony 154, 173, piąty rozdział z cyklu Dorota, II część tomu Czerwiec
Pieczone ziemniaki to jedynie dodatek do mięs lub ryb w daniu głównym, ale dla amatorów ziemniaków potrafią być rarytasem.
Żadne frytki do nich się nie umywają.
Ziemniaki w różnej postaci pojawiają się w tomie Czerwiec kilkukrotnie. To nic dziwnego. Pieczone w ziołach trzykrotnie. Najpierw są dodatkiem m.in. do jagnięcych żeberek i dwóch innych dań na przyjęciu dla przyjaciół u głównego bohatera. Drugi raz występują jako dodatek do pieczonej ćwiartki kurczaka w przyautostradowym barze szybkiej obsługi w Holandii gdzie lunch spożywa para bohaterów. A trzeci raz jako dodatek do grillowanego łososia, w czasie kolacji przyrządzonej przez głównego bohaterka w jego domu podczas spotkania z inną z bohaterek "11 KOBIET ...". Jak dla mnie to najlepszy dodatek jaki można spożywać z mięsnym daniem. Owszem nie do każdego pasuje. Najlepsze na świecie są w wykonaniu jednej z moich córek.
Strona 53, drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później”
Nie tylko dla jaroszy.
Zdrowe, dietetyczne, lekkostrawne.
Para intensyfikuje smak, pozwala zachować naturalną barwę (estetyka) i składniki mineralne.
Ekologiczne.
Warzywa gotowane na parze to kolejny dodatek do żeberek jagnięcych i dwóch innych dań serwowany przez głównego bohatera ma męskim przyjęciu u niego. Jakie warzywa wchodziły w skład tego zestawu bohater się nam nie pochwalił. Możliwości jest bardzo dużo. Większość z warzyw jest tak przygotowana świetna. Dietetyczna i delikatna w smaku. To świetna kompilacja z małodietetycznymi mięsnymi daniami. A wyławianie naturalnych smaków poszczególnych jarzyn jest dodatkową atrakcją przy konsumpcji.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiane Isabelle”, strona 85
Piąty rozdział z cyklu „Dorota”, strona 152
„Cudze chwalicie, swego nie znacie”.
Ani melon, ani szynka parmeńska nie jest naszym rodzimym wytworem spożywczym.
Osobno bywają pyszne.
A razem tworzą rewelacyjną przystawkę, starter, antipasti lub entrée.
Rewelacyjną, bo wystarczą dwa składniki, bo bardzo szybko można ją przyrządzić, a efekt smakowy jest rewelacyjny.
Wizualny i zapachowy też niepośledni.
Nie należy się zasklepiać.
Dobrze jest korzystać z tego co inni wymyślili.
Szynka parmeńska z melonem to jedna z najlepszych pod słońcem przystawek. Doskonała kompilacja dwóch odmiennych smaków. Powiew świeżości, niesycący, a wzmagający apetyt. Pyszny. nasz bohater dwukrotnie tę przystawkę zaserwował u siebie w domu kobietom, raz w czasie wieczornego posiłku, a raz podczas lunchu.
Pierwszy rozdziała z cyklu „Bibiane Isabelle”, strona 85
Nie wiem dlaczego przyjęło się, że to idealne danie na zimę.
Według mnie na każdą porę roku.
Na lato także, a może właśnie na lato.
A jeżeli, ktoś nie przepada za rybami, to może właśnie ten zestaw go do nich przekona.
A łosoś zawiera całą gamę witamin i mikroelementów.
Sałatka z pieczonym łososiem, ananasem i chili, stanowiła główne danie podczas delikatnej kolacji we dwoje, które bohater na nią przygotował. Łosoś pod różnymi postaciami pojawia się w tomie Czerwiec "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" kilkukrotnie. Może to nie jest najtańsza ryba, ale łatwo dostępna i w miarę smaczna. Co prawda są od niej znacznie lepsze ryby jak choćby sola, miecznik, dorada, czy okoń morski, ale by je zjeść świeże należy udać się na południe Europy. Ten zestaw: pieczony łosoś, ananas i chili to gama przeciwstawnym smaków bardzo dobrze komponujących się. Najlepsze łososia w życiu jadłem przygotowanego przez jedną z moich córek. Przepis tajemnicą szefowej kuchni.
7. Krem z pomidorów z bazylią i grzankami serowymi
Pierwszy rozdziała z cyklu „Bibiane Isabelle”, strona 85
Drugi rozdziała z cyklu „Anna”, strona 237
Zupa pomidorowa od dawien dawna była i jest podstawowym daniem zarówno kuchni polskiej jak i włoskiej.
Ale jakże różnym.
Dla mnie to jak niebo i ziemia.
Zgadnijcie którą zaliczyłbym do nieba, a którą do ziemi.
To nietrudne.
Rozwiązanie tej zagadki zawarte jest w tytule niniejszego posta.
Krem z pomidorów to bezsprzecznie najlepsza wersja ze wszystkich zup pomidorowych. Na modłę włoską. Koniecznie z bazylią i przyprawami oraz z mozzarellą lub grzanką z serem. W tomie Czerwiec pojawia się dwa razy. To trzecie danie, które zaserwował główny bohater po powrocie ze SPA jednej z kobiet. Co prawda w powieści pada określenie zupa pomidorowa, ale z opisu jednoznacznie wynika, że była to zupa w postaci kremu. Drugi raz główny bohater zamówił go w pizzerii Bazylia w Podkowie Leśnej. Pizzeria jakby nie było to restauracja z kuchnią włoską, a krem z pomidorów jest jej sztandarowym daniem. We Włoszech smakuje najlepiej.
Pierwszym rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 74-75
Jeśli chcemy zjeść w miarę smacznie, w miarę szybko, w miarę tanio i tak by wszyscy, o ile to możliwe, byli zadowoleni to jaki lokal na ogół wybieramy?
Oczywiście nie przeprowadziłem badań statystycznych, ale zaryzykowałbym tezę, że będzie to pizzeria.
Niezależnie od wieku biesiadników.
Pierwszy posiłek w powieści "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE", który główny bohater spożywał z jedną z kobiet wypadł w pizzerii, gdzieś w centrum Warszawy. Wypadł, bo nie do końca był w tej postaci planowany. Główny bohater wybrał pizzerię, gdyż każdy w niej czuje się dobrze. To w gruncie rzeczy jedne z najpopularniejszych knajpek w Polsce. Co do menu wiemy, tylko, że bohaterowie jedli pizze. Jakie nie wiemy. A tych kombinacji jest sporo. Pizza i pizzerie pojawią się jeszcze nie raz w powieści. I tak jak w przypadku kremu z pomidorów, tak i z pizzą - jeśli chcemy zjeść prawdziwie pyszną musimy udać się do Włoch i znaleźć lokalną pizzerię dla tubylców.
Drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później …”, strona 53
Steak au poivre.
Mięsna klasyka.
Najlepsza z najlepszych porcja mięsa.
Polędwica wołowa (filet mignon) średnio wysmażona.
Soczysta, delikatna, miękka, a zarazem lekko pikantna.
Steki w mojej powieści na stołach podczas posiłków bohaterów pojawią się kilkukrotnie. Bo to najpyszniejsza mięsna klasyka. Stek z pieprzem został usmażony i zaserwowany przez głównego bohatera jako jedno z dań głównych na przyjęciu dla jego męskich przyjaciół. Utarło się, że jest to jedno z typowych dań "męskich". Ale to spojrzenie typowo patriarchalne. Znam mężczyzn, którzy nie lubią steków, znam wegetarian, którzy nie jedzą mięsa i znam kobiety, które uwielbiają steki. Żaden z tych przypadków nie jest jednostkowy.
Drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później …”, strona 53
Kaczka faszerowana jabłkami i pomarańczami to idealne danie na różnego rodzaju okazje i uroczystości.
Kaczka faszerowana jabłkami i pomarańczami to trzecie główne danie przygotowane i podane przez głównego bohatera podczas pierwszego posiłku na przyjęciu dla jego przyjaciół. Kaczka na różne sposoby, tak jak i steki pojawi się jeszcze nie raz w mojej powieści. Choć mięso kaczki nie należy do delikatnych i ma specyficzny smak to jest bardzo smakowite i stanowczo za rzadko jadane. Tak przyrządzona kaczka to moje flagowe danie. Stąd w artykule mój przepis na nią.
Drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później …”, strona 53
Wszystko sobie upraszczamy, w kuchni ze szkodą dla smaku i wartości wizualnych.
Cóż, takie jest tempo życia.
Wolimy mniejszy wysiłek i mniej poświęcać czasu.
Ryż na ogół gotujemy torebkowy błyskawiczny.
A może czasami warto inaczej?
Gotowany ryż na sypko to drugi obok pieczonych ziemniaków dodatek do głównego dania, który pojawił się na stole podczas pierwszego posiłku dla przyjaciół głównego bohatera. Niewątpliwie ryż winien pojawiać się zawsze, ilekroć bohaterowie będą kosztować azjatyckiej kuchni. Aczkolwiek gdy byli w tajskiej knajpce, o ryżu nie pojawiło się słowo. Być może był w zestawach z daniem zasadniczym, albo został pominięty, bo wydawał się oczywistością. Dobry ryż gotowany według "babcinego" przepisu jest znakomicie lepszy niż te najczęściej gotowane błyskawiczne torebkowe. Najlepsze można posmakować w dobrych azjatyckich knajpkach.
Rozdział „Bibiana Isabelle” – pierwszy z cyklu, strona 92
Rozdział „Anna” – pierwszy z cyklu, strona 204
Rozdział „Bibiana Isabelle” – drugi z cyklu, strona 236
Jajecznica jedno z najprostszych dań, jakie można przyrządzić na ciepło.
A jednocześnie porad na jej temat w internecie możecie znaleźć multum.
Oczywiście wszystkie pod hasłem „jak” – by efekt był najbardziej doskonały.
Składników niewiele, by otrzymać doskonałe śniadaniowe danie, a jednocześnie multum wariacji z najrozmaitszymi dodatkami.
Dla niektórych nie może być śniadania, szczególnie weekendowego, bez jajecznicy. Ta zasada szczególnie widoczna jest w hotelach, w zasadzie w całej Europie, Ameryce Północnej oraz Australii i Nowej Zelandii. Jajecznica w tomie Czerwiec na śniadanie serwowana jest trzykrotnie. Za każdym razem przez którąś z kobiet głównemu bohaterowi. Nawet u niego w domu. Niby najprostsze danie pod słońcem. Ale jajecznica, jajecznicy nie jest równa. U mnie w domu panuje przekonanie, że to ja jestem mistrzem w jej smażeniu. Choć dość rzadko gotuję i przynajmniej dwie osoby w moim domu robią to lepiej.
w tomie Czerwiec „11 KOBIET …” pojawia kilkadziesiąt razy. W dwudziestu paru scenach, odrębnych zdarzeniach.
Najzwyklejszy i jakże pospolity napój.
A bywa i powinien bywać niezwykły.
Nieodzowny element każdego poranka.
Ale również nieodzowny element każdej dłuższej podróży.
Konieczne dopełnienie każdego posiłku, którego zadaniem najważniejszym jest dostarczanie hedonistycznej przyjemności.
Jakaż rewelacja doznaniowa w czasie relaksu i luzu.
Sposobów parzenia, przygotowywania, odmian, rodzajów bez liku.
A w różnych miejscach świata różne tradycje związane z całą jej materią.
Kawa nie jest potrawą, ani jedzeniem, a napojem. Jednakże wyodrębniłem tylko kategorie potrawy i trunki. Trunki są napojami alkoholowymi, więc kawa absolutnie nie należy do tej kategorii. Znacznie bliżej jej do potraw. W powieści pojawia się tak często, że wymienienie wszystkich okoliczności byłoby nużącą bardzo długą listą. Ja nie wyobrażam sobie poranka bez kawy. Od niej zaczyna się mój dzień. To nie jest jakaś specjalna kawa. Tak by kawa była muśnięciem hedonizmu konieczny jest brak pospiechu i czas by się nią delektować. Zdarza się to w weekendy. Ale najlepiej smakuje podczas wakacji, gdzieś w ciepłych krajach, w przytulnej knajpce z pięknym widokiem.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Piąty rozdział z cyklu „Anna”, strony 142-144
Francuska zupa cebulowa jest moją ulubioną zupą.
Nie ma lepszej.
A bardzo lubię wiele zup i bardzo niewielu nie lubię.
Chyba tylko krupniku i czerniny.
Być może poczujecie się zawiedzeni, ale tym razem nie znajdziecie przepisu.
Albowiem ta zupa pojawia się w „11 KOBIETach …” jako danie spożywane w restauracji przez bohaterów.
Takie dania będę Wam tylko przybliżał.
Przepisy będą do dań, które bohaterowie sami przyrządzają.
Może nie wszystko stracone, bo wielce jest prawdopodobne, że jeżeli to moja ulubiona zupa, to Marcin przyrządził ją dla którejś z bohaterek.
Może nawet w tomie „Czerwiec”.
Francuska zupa cebulowa w menu bohaterów "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" zaistniała dwa razy. Najpierw para bohaterów kosztowała jej w restauracji w SPA, w którym spędzała weekend. Później nieco inna para bohaterów zajadała się nią w domu głównego bohatera. Tym razem to on ją ugotował. Lubię bardzo dużo zup i to bardzo. Francuska zupa cebulowa jest dla mnie numerem jeden wśród zup. Ilekroć jestem w jakiejś knajpie a w menu jest ta zupa, to ją zamawiam. To taka niepoprawna nadzieja, że będzie świetna. Niepoprawna, bo rzadko to się zdarza. Ale jeżeli już, to pojawia się maksymalny hedonizm jedzeniowy. To też potrawa, którą lubię gotować i sądząc z opinii domowników robię to całkiem nieźle.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Polska burakami stoi.
Buraki wyrastają niemal wszędzie.
Nawet można powiedzieć, że jest ich zatrzęsienie.
Na szczęście są bardzo łatwo przerabialne.
Stwierdzenie, że zwykły burak jest nieatrakcyjny, a nawet że jego wizerunek bywa paskudny, jest prawdziwe.
Po kulinarnej obróbce nabiera rewelacyjnych wartości, przede wszystkim smakowych, ale również kolorystycznych.
Zupa w postaci kremu, po raz trzeci w powieści. Tę, jej bohaterowie spożywali w restauracji w SPA podczas lunchu. Buraczane zupy są jednymi z moich ulubionych, aczkolwiek kremu z buraka nie zaliczam do topów. Musi być dobrze przyrządzony. Kozi ser niewątpliwie może dodać mu atrakcyjnego smaku. Kolendra również..
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle” strony 103-104
Spożywanie pierogów, dobrych pierogów, jest doznaniem hedonistycznym.
Przygotowywanie całkowicie nie.
Także to trochę zbyt „swojskie” danie na klimat powieści erotycznej.
Chyba, że …
Jest się pomocą podkuchenną przy ich lepieniu, a główny lepiący ma całą moc wdzięku i gustowny niebieski fartuszek.
Wówczas pojawia się „nicetime”.
Mogę tylko żałować, że taki pomysł nie narodził mi się podczas pisania mojej powieści.
Pomysł ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, co nie stanowi przeszkody w baśniowej powieści, ale w rzeczywistości szansa na jego realizację jest mniej niż minimalna.
Chyba, że nabędziemy odpowiedni fartuszek.
Pierogi choć je uwielbiam, może nie wszystkie, na stole bohaterów powieści zagościły tylko dwa razy. A raz z mięsem, a dla ścisłości, z nie byle jakim, gdyż z polędwicą wołową. To była jedna z dwóch przystawek podczas lunchu bohaterów w restauracji w SPA. Tylko pozazdrościć. Szczególnie, że z mięsem są moimi ulubionymi. Mimo, że nasza kuchnia szczyci się wieloma świetnymi daniami, to zagranicą chyba pierogi są jej wizytówką.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle” strony 103-104
Matias holenderski, tak jak barszcz czerwony i pierogi (tematy poprzednich postów) rodzi skojarzenie z Wigilią.
Śledź jakby nie było podczas wigilii bywa niemal na każdym polskim stole.
A matias to oczywiście śledź.
Nie jest aż tak popularny jak u Holendrów, ale bywa też nie tylko w Wigilię.
Bywa stosunkowo często.
Bywa też składnikiem sałatki ziemniaczano-śledziowej.
Ale czy mówiąc matias holenderski wiemy co to jest matias i dlaczego holenderski?
Z matiasem holenderskim w powieści i nie tylko w powieści było podobnie jak z pierogami z mięsem. Śledź dwa razy w powieści. A matias holenderski, który jest najsmaczniejszy ze śledzi raz, jako jedna z dwóch przystawek na lunch pary bohaterów w knajpce w SPA. Notabene drugi raz śledź był jedzony przez parę bohaterów właśnie w Holandii. Śledź idealnie komponuje się smakowo ze sałatką ziemniaczaną. A chorizo upikatnia smak całej potrawy
18. Pappardelle ze ślimakami, borowikami, szpinakiem, brokułami i parmezanem
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Oryginalne danie.
Oryginalny przepis na nie, choć zapowiadałem, że będę publikował tylko przepisy na dania przygotowane przez bohaterów „11 KOBIET …”.
Ten jest oryginalnym szefa kuchni, w której bohaterowie jedli lunch.
Przepisu na takie danie nie ma Internecie, bo to specjalność szefa kuchni w restauracji w SPA, w którym weekend spędzała para bohaterów powieści. Takie danie wybrali jako jedno z dań głównych na lunch. Do niedawna pasty, czyli makarony nie były daniem, które na ogół wybierałem, poza Włochami. Za sprawą past jednej z moich córek i świetnej knajpki Nawijamy w Milanówku nawet je polubiłem. Toskańskie Papardelle są bardzo szerokie i płaskie, chyba preferuję cieńsze makarony, ale w zestawie ze ślimakami, borowikami, szpinakiem i parmezanem, czyli pysznymi składnikami muszą smakować wybornie.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Było już o kultowym daniu mięsnym czyli steku.
Było o tradycyjnej na polskich stołach nadziewanej kaczce.
Trzecie danie mięsne jest nie mniej kultowe, nie mniej tradycyjne, choć to nie polska tradycja i niemniej pyszne.
Sznycel wiedeński czyli Wiener Schnitzel.
Bez przepisu, bo jedzony przez bohaterów w restauracji, ale za to ze skrótową recepturą oryginału.
Drugie główne danie spożywane podczas lunchu przez parę bohaterów w restauracji w SPA. Sznycel cielęcy, czyli sznycel po wiedeńsku. Może nie aż tak kultowe danie mięsne jak steki, choć w Austrii zapewne nie mniej, ale świetne. Podobny i w wyglądzie i w smaku do wieprzowego kotleta schabowego, ale delikatniejszy. W Austrii jedna z potraw, którą koniecznie trzeba spróbować. Co prawda w powieści nie sprecyzowana był rodzaj kaszy, z którą został podany, ale ja zakładam, że była to kasza gryczana. Nie dlatego, że najbardziej pasuje do sznycla, po prostu ja ją bardzo lubię. A warzywa maślane są dietetyczne, to potrawy dla małych dzieci, i rozpływają się w ustach. Kolejne świetne danie podczas lunchu.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Ciasto z jabłkami – jabłecznik, szarlotka, apfelstrudel, tarte tatin czy apple pie.
Znane wszędzie tam gdzie rosną jabłka, czyli niemal wszędzie.
Znane i lubiane.
Niby podobne, ale jednak różne.
Podawane na zimno, bądź na ciepło, samodzielnie lub z dodatkami.
Najczęściej z sosem waniliowym lub właśnie z lodami.
I każda wariacja bardzo dobra lub pyszna.
Choć muszę się przyznać, że nie należy do moich tych najbardziej ulubionych deserów, ale kilka odmian bardzo lubię.
Z artykułu na artykuł doszliśmy do pierwszego deseru, którym umilali sobie lunch podczas pobytu w SPA bohaterowie powieści. Szarlotka z lodami. Najlepiej jeśli szarlotka jest na ciepło. Taki zestaw można spotkać w menu w deserach niemal wszędzie w Europie i jeszcze w kilku krajach. Szarlotka występuje w nich pod różnymi nazwami. Najczęściej podawana jest z lodami waniliowymi. Na ogół wszędzie jest to znakomity wybór. Mnie najbardziej utknął w pamięci z Manhatannu, nie ze względu na smak, jemu nie mogłem nic zarzucić. A ze względu na wielkość. Typowo amerykańska, czyli przynajmniej 4-krotnie większa niż w Europie.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 103-104
Wyobrażacie sobie świat bez czekolady?
Ja, nie.
Jestem łakomczuchem.
A czekoladę bardzo lubię.
Nie to, że jadam ją codziennie, czy bardzo często.
Ale jeżeli już zacznę, to na ogół nie mogę się powstrzymać, by nie zjeść od razu całej tabliczki.
Oczywiście jeśli czekolada jest dobra.
A przecież czekolada, tak jak wiele innych smakołyków, zarówno słodkich, jak i wytrawnych, nie tylko deserów, jest znana w Europie stosunkowo krótko.
500 lat temu, nawet 300, a w wielu społecznościach 100 lat temu kuchnia europejska raczej nie była przyczynkiem do hedonistycznych doznań.
Mus czekoladowy w tomie Czerwiec "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" jest spożywany przez bohaterów tylko raz jako jeden z dwóch deserów podczas lunchu w restauracji w SPA. W tej kompozycji przynajmniej dwa składniki są rewelacyjne. Oczywiście podstawowy czyli czekolada. Dobrej czekolady niemal każda ilość, niezależnie czy to biała, czy czarna i niezależnie jaka, jest do zjedzenia. Drugim, chyba jeszcze pyszniejszym składnikiem jest sorbet z czarnej porzeczki. Dobry sorbet cassis jest jednocześnie słodki i kwaśny. Najlepsze jadałem w Francji, ale pierwszy, który mnie powalił swoim smakiem w Niemczech. Na smak marakui też nie można narzekać. Za mango nie przepadam, choć w ciepłych krajach można dostać pyszne i mocno różniące się smakiem od tych u nas w kraju.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 117-118
O rybach będzie dużo w mojej powieści.
Rybnych potrawach.
Uwielbiam ryby.
W różnej postaci.
Wędzone, grillowane, smażone, w oleju, w occie, w sosach, nawet z konserw, zupy rybne, jako dodatki do sałatek, pasty rybne.
Niestety więcej w kolejnych tomach.
Polska nie należy do krajów, w których jada się dużo ryb i jeszcze różnorodnych.
To kwestia tradycji, położenia geograficznego i cen.
Większość ryb dostępnych w handlu nie należy do tych najsmaczniejszych.
Śledź, łosoś, pstrąg, makrela są ogólnie dostępne, całkiem smaczne i niedrogie.
W dobrych sklepach rybnych można dostać węgorza, wędzonego karmazyna, grenadiera, które są świetne i jeszcze kilka innych gatunków.
Ale dostanie na przykład świeżych soli, dorady, czy miecznika graniczy z cudem.
I cudownie drenuje portfele.
A świeży jesiotr to absolutna rzadkość.
W tym zestawieniu, czyli razem łosoś i jesiotr pojawia się Czerwcu w "11 KOBIET ..." tylko raz. Podczas kolacji pary bohaterów powieści w restauracji w SPA. Jesiotr samodzielnie też tylko ten raz. Łosoś zaś kilkukrotnie i w różnych kulinarnych odsłonach. Jesiotr to rzadka ryba, ale jakże wspaniała. Królewska, nie tylko ze względów historycznych, ale smakowych również. Nie ustępuje smakiem najpyszniejszym rybom wszelakich mórz i słodkowodnych akwenów. Niestety na temat jedzenia podczas tej kolacji nie dane było nam dowiedzieć się czegokolwiek więcej. Nie wiemy jak przyrządzone zostały te ryby i z czym podane. A szkoda. Pieczony jesiotr to rarytas.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 136
Polska przydrożna gastronomia jest bardzo rozmaita i często zaskakująco rozmieszczona.
Królują różnego rodzaju fast-foody i kuchnie polowe, bywają średniej jakości knajpki, ale zdarzają się też gospody i zajazdy z myślą kulinarną i dobrym jedzeniem.
Rzadko można trafić na wykwintną i dobrą restaurację.
Na ogół jeśli dość uczęszczana droga przebiega przez miasto i to w regionie turystycznym.
Bywają drogi przy, których przez dziesiątki kilometrów nie znajdziemy żadnego lokalu i by coś zjeść należy z nich zjechać.
Czasami nawet sporo kilometrów.
Infrastruktura przydrożna powstaje z dużą inercją, a nowe drogi zostają wytyczone z dala od dotychczas dobrze prosperujących lokali.
A ostatnie lata prowadzą do zamykania lokali, a nie otwierania nowych.
Bohaterowie "11 KOBIET ..." wracając ze SPA zatrzymali się na obiad w przydrożnej knajpie. Można przypuszczać po menu, że była to gospoda, zajazd, z tradycyjną polską kuchnią. Menu bohaterów składało się z przystawki w postaci chleba ze smalcem i skwarkami oraz małosolnego ogórka, barszczu czerwonego z uszkami oraz na główne danie schabowego z młodymi ziemniakami, koperkiem i młodą kapustą. A do tego piwo z beczki. To chyba najbardziej polski, tradycyjny zestaw, choć regionalne mogłyby być nieco inne. Jedocześnie jeden z bardziej smakowitych zestawów jakimi można się raczyć.
bonusowy artykuł odnoszący się do artykułu
Kaczka faszerowana jabłkami i pomarańczami – autorski przepis autora „11 KOBIET …”
Jakiś czas temu zamieściłem przepis na kaczkę faszerowaną jabłkami i pomarańczami. Dla wątpiących w moje zdolności kulinarne i tych, którzy nie dowierzali, że część moich inspiracji kulinarnych to autopsja, króciutka dokumentacja potwierdzająca, że się mylili.
Artykuł nie odnoszący się bezpośrednio do sytuacji w powieści. Bonus do takowego. Pyszna kaczka całkowicie w moim wykonaniu przygotowana na rodzinny obiad. Ja bardzo lubię. Pozostali w domu także. Od czasu do czasu upominają się bym im ją zaserwował.
bonusowy artykuł odnoszący się do artykułu
Francuska zupa cebulowa
O francuskiej zupie cebulowej już pisałem. To świetne danie i moja ulubiona zupa. Łatwa w przyrządzaniu. Po świątecznej kaczce faszerowanej jabłkami i pomarańczami na noworoczny obiad postanowiłem znów popuścić wodze kulinarnej fantazji i ugotowałem zupę cebulową.
Drugi bonusowy artykuł nie odnoszący się bezpośrednio do sytuacji w powieści. Drugie moje popisowe danie. Nie wiem, które bardziej lubię.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 104
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 124
Drugi rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 233
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 258
Pierwszy rozdział z cyklu „Olga i Kaja”, strona 222, część II tomu „Czerwiec”
Lody czy sorbety? Jeśli upał to tylko sorbety i tylko niektóre. I tylko dobre. Najlepsze bywają na południu Europy, a szczególnie we Francji, Włoszech czy na Malcie. Najlepsze z najlepszych to cytrynowe i cassis. A tuż za nimi malinowe, gruszkowe i włoska specjalność zielone jabłko.
Lody w powieści są jednym z deserów po kolacji pary bohaterów w restauracji w SPA. Niestety bliżej nieokreślone. Tylko raz raczyli się nimi bohaterowie. Sorbetami kilkukrotnie. U siebie w domach. Zapewne były to sorbety "pudełkowe". Za każdym razem były sorbety cytrynowy i cassis czyli z czarnej porzeczki. Te dwa smaki górują nad każdym innym. Owszem jest jeszcze kilka owocowych bardzo dobrych, ale gdy ja mam wybór to wybieram te dwa smaki. We Włoszech mogę wybrać jeszcze mela verde czyli zielone jabłko. Sorbety w lodziarniach na południu Europy są wyśmienite.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 124
Piąty rozdział z cyklu „Anna”, strona 142, część II tomu „Czerwiec”
Pierwszy rozdział z cyklu „Diana”, strona 232, część II tomu „Czerwiec”
Jeden z deserów z najmniejszą liczbą składników, bo w wersji podstawowej tylko białko jajka kurzego i cukier puder. Jeden z najsłodszych deserów. Jak dla mnie jeden z najtrudniejszych do wykonania w wersji domowej. Ale zarazem jeden z najlepszych. Doskonały jako samodzielne ciastko, jeszcze lepszy jako „blat” tortów o kontrastowym smaku: bezowo-cytrynowego, bezowo-kawowego i bezowo-owocowego.
Bezy w mojej powieści pojawiają się tak jak w ciastkarniach w postaci ciastek i tortów. Jako ciastko, ale dokładniej niedookreślone, pojawia się jako drugi deser podczas wieczornego posiłku w restauracji w SPA. Tort bezowo-cytrynowy serwuje kobiecie główny bohater powieści na deser po kolacji u siebie w domu. Niewątpliwie to mój ulubiony tort. Uwielbiam bezy i uwielbiam smak cytryny. Ją mógłbym jeść w dużych ilościach w cząstkach czy plasterkach, samoistnie. A słodycz bezy plus kwaśność cytryny jest cudownym połączniem. Beza pojawia się w menu trochę innej pary bohaterów w kawiarni w Podkowie Leśnej. Notabene bardzo znanej kawiarni z świetnymi bezami. W tym przypadku mam dylemat czy to są ciastka czy kawałki tortu. Nieistotne są świetne. Tym razem bohaterowie rozsmakowują się w bezie owocowej i kawowej. Ta pierwsza jest bardzo dobra, a druga pyszna. Połączenie słodyczy bezy z goryczką kawy jest niemal równie cudownym połączeniem jak z kwaśną cytryną. Ale samych słodkich bez, bez przełamania ich bardzo słodkiego smaku, ja mogę zjeść dowolną ilość.
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strona 177
Polski obiad z czasów PRL-u jest w dużej mierze nawiązaniem do polskiej kuchni. O niej i kilku jej potrawach już napisałem kilka artykułów. Ale obiad z czasów PRL-u to także trochę mentalności tamtych czasów. Dziś trochę bardziej przekrojowo na ten temat. W aspekcie obiadu który spożywali bohaterowie „11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE” w Oberży pod Czerwonym Wieprzem i potraw w niej serwowanych. A także dań, które się wówczas jadało, a nie znajdziecie w Czerwonym Wieprzu.
Aby zjeść obiad z czasów PRL-u wcale nie trzeba cofać się w czasie o przynajmniej 40 lat. Oczywiście można przyrządzić analogiczny w domu. W powieści główny bohater ze swoim znajomym, partnerem biznesowym, takowy konsumują w znanej warszawskiej restauracji "Oberży pod czerwonym wieprzem", znanej właśnie z tego, że jej menu i nie tylko menu, osadzone jest na realiach z tamtego okresu. Wiele rzeczy wówczas było tragicznie złych, ale do niektórych potraw wracamy z nostalgią i smakiem. Na tenże obiad składało się: tatar wołowy, barszcz czerwony z ziemniakami ze skwarkami, żurek, żeberka i grillowane polędwiczki wieprzowe. Bardziej obiad dla prominentów perelowskich niż zwykłych obywateli. Czerwony Wieprz ma jeszcze wiele innych kultowych potraw z tamtego okresu. Każda z tych pięciu potraw jest świetna. Ja największą nostalgię mam do zabielanego barszczu czerwonego z puree ziemniaczanym i skwarkami. Teoretycznie wolę czysty barszcz czerwony, najlepiej z uszkami, czy barszcz ukraiński, ale ten w pewnym wymiarze jest jeszcze lepszy.
Pierwszy rozdział z cyklu Anna, strony 187-188, 195, 197
Rosół z kurczaka lub z kury. Każdy kto jest w sile wieku pamięta jaki to był rarytas podczas niedzielnych obiadów, a i dziś jeszcze w wielu domach bywa. A jednocześnie lekkostrawne, dietetyczne, a zarazem pożywne danie. No i świetne „dzień po”.
Domowy rosół z kurczaka jako zupa i gotowany kurczak z ziemniakami są przygotowany przez głównego bohatera na w miarę lekkostrawny, a jednocześnie sycący obiad dla rekonwalescentki poalkoholowej. Nie wiem czy dietetycy i medycy też by zastosowali taki zestaw jedzeniowy, ale to były babcine przepisy - antidotum po różnego rodzaju kłopotach gastrycznych. I jakoś skutkowały. A dla mnie to również kolejna nostalgia za dzieciństwem i młodością, gdy taki zestaw był standardem niedzielnych obiadów. Nostalgia często wdrażana w życie, przynajmniej w postaci rosołu, w którym się również specjalizuję i bywa często w weekend u mnie w domu.
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna” strony 206-207
Chyba najbardziej polska, bo u nas najbardziej popularna potrawa. Bardziej nawet niż kebab. Mało kto jej nie lubi. Tak, jak nie tylko pizzy z całości włoskiej kuchni. Prostej, a niezwykle smacznej. Mam sporo pizz, które lubię. Najbardziej spinaci czyli ze szpinakiem, czasami zwanej fiorentiną oraz frutti di mare czyli z owocami morza. W stosunku do obu mam swoje wymagania. Ale i tak najważniejsze jest cienkie ciasto, dobra passata pomidorowa, odpowiedni i świeży ser oraz dobrze dobrane przyprawy.
Pizze konsumowane przez parę bohaterów w pizzerii w Podkowie Leśnej, która pojawia się kilkukrotnie w całej powieści. Pizza spinaci (w książce jest błąd niewychwycony przez korektę i spinaci jest przez dwa "c", mea culpa). Pizza ze szpinakiem, który jest jej głównym dodatkiem, oczywiście oprócz standardowego sosu pomidorowego i sera oraz koniecznie czosnku. Z innych dodatków bywa w niej boczek i jajko sadzone. A frutti di mare to oczywiście z owocami morza, czyli krewetkami, małżami czyli omułkami czasami, przegrzebkami, sercówkami oraz ośmiorniczkami i kalmarami. Nie dodatki najbardziej wpływają na jakość pizzy. To czyni ciasto, pasta pomidorowa i ser. Dodatki czynią tę ostateczną różnicę, że zamieniają bardzo dobrą pizzę w coś niemal specjalnie dla nas. Dla mnie owoce morza są rarytasem w każdej postaci, więc pizza z nimi także. Szpinak też jest czymś pysznym.
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna” strony 206-207
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata” strona 286-287
Lemoniada cytrynowa to najlepszy napój na upał. Generalnie świetny napój. W wersji mocno uproszczonej i okrojonej pijemy ją dość często. Bo przecież woda z plasterkiem cytryny, a czasami jeszcze z listkiem mięty i lodem jest właśnie uboższą siostrą lemoniady cytrynowej. Ale może warto pokusić się o sporządzenie prawdziwej lemoniady cytrynowej. Orzeźwiająca, pyszna i zdrowa.
Lemoniada cytrynowa to napój łatwy do przyrządzenia w domu. Nasi bohaterowie popijali nią posiłki w knajpkach. W knajpkach na ogół notabene występuje w menu jako "domowa lemoniada". Raz w pizzerii do pizzy w Podkowie Leśnej. Co prawda do pizzy najbardziej pasuje wino, białe lub czerwone w zależności od tego jaką wybierzemy pizzę i naszego gustu, ale są sytuacje kiedy nie należy pić napoi alkoholowych. Taka wówczas zaistniała. Drugi raz w tajskiej knajpce w stolicy. Dla mnie najsłabszym punktem azjatyckich knajpek są napoje. Ichniejsze mi całkowicie nie leżą. Wino czy piwo rzadko kiedy pasuje do azjatyckich smaków. Lemoniada jest świetnym rozwiązaniem, jeżeli jest tradycyjna. Lemoniada cytrynowa to zarówno cudowny kwaskowaty smak jak i doskonałe orzeźwiające działanie szczególnie podczas upałów. Innym doskonały napojem w azjatyckich knajpkach może być chłodna woda z plasterkiem cytryny, bądź z kilkoma listkami mięty.
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 136
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strony 188 i 207
Kotlet schabowy z młodymi ziemniakami. Późną wiosną obiad, na który się czeka od miesięcy. Na ogół jeszcze gdy dodatkiem jest młoda kapustka lub mizeria. Ale dodatkiem może być także ugotowany kalafior. Tak jak w mojej powieści. Podzielę się z Wami jak ja to przyrządzam.
Kotlet schabowy najbardziej polskie danie na polski obiad. A w powieści tylko dwa razy. O pierwszym już było. Czyli o obiedzie w przydrożnej knajpie. Drugi raz i dokładnie z takimi dodatkami jak w tytule czyli z młodymi ziemniakami, zapewne z koperkiem i gotowanym kalafiorem, być może z zasmażoną na maśle bułką tartą, kotlet schabowy został przygotowany przez głównego bohatera dla niego i jednej z 11 kobiet u niego w domu na kolację. Z dodatków do schaboszczaka najbardziej lubię zasmażaną kapustę, szczególnie młodą, a drugiej kolejności zasmażane buraczki, najlepiej ze skwarkami. W knajpkach bywa często z mizerią, ale mizeria to jest najokrutniejsza kulinarna pomyłka lub z zestawem surówek, co też nie jest najlepszym rozwiązaniem. Lepszym jest właśnie gotowany kalafior, bądź fasolka szparagowa.
Tak się złożyło, że znów jest to potrawa, którą zdarza mi się przyrządzać, więc przedstawiłem jak to robię.
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strony 188 i 207
Rolada śmietanowa – doskonałe dopełnienie weekendowego obiadu. Smaczna i lekka.
Rolada śmietanowa - deser po schabowym na kolację? Myślę, że to całkiem niezłe rozwiązanie. Tak też uważała para bohaterów powieści. Tym razem nie wyobrażam sobie bym mógł ją sam spreparować. Jadam kupne z cukierni. Bywają czasami bardzo dobre. Ale zarówno ciasto, jak i krem muszą być delikatne i lekkie.
Pierwszy rozdział z cyklu „Dorota”, strony 168-170
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strona 207
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 258
Doppio to najlepszy rodzaj kawy pod słońcem. Najlepiej włoskim. Niby nic skomplikowanego. Ale czynników decydujących o jej walorach jest sporo. I to nie jest tylko zwykły napój.
Doppio mój ulubiony rodzaj kawy. Takiej pitej dla smaku samej kawy, a nie jako deser kawowy czy napój kawowy. Mocny smak, ale nie aż drastycznie i troszkę więcej niż minimalna ilość płynu. Można ten rodzaj kawy pić jako samoistny napój, by się nim delektować, tak jak robiła to w powieści jedna para bohaterów, na koniec posiłku do deseru, tak jak trochę inna para, czy do lodów między posiłkami co przypadło w udziale jeszcze innej parze bohaterów. Można wymyśleć jeszcze wiele sytuacji, w której doppio jest idealne.
Drugi rozdział z cyklu „Dorota” strona 219
Kawa Mokka to niemal deser, deserowy napój. Teoretycznie dużo bardziej skomplikowana niż espresso czy doppio. Właśnie na bazie espresso. Ale jej przyrządzanie nie jest aż tak fundamentalnym rytuałem jak espresso. Mleko, płynna czekolada, bita śmietana, cynamon, kakao niwelują wszystkie niedostatki smakowe. Być może to nie rodzaj kawy, dla prawdziwych smakoszy samej kawy. Być może ja takim nie jestem, choć uwielbiam dobre włoskie doppio, bo dla mnie mokka jest pyszna.
Mokka w powieści jako samoistny napój na spotkaniu pary bohaterów w domu u głównego bohatera. W kawiarni na południu Europy przygotuję ją niemal w całości profesjonalny ekspres do kawy. Z domowych rzadko, który ma taką opcję, by przyrządzić prawdziwą mokkę. Można, ale potrzeba troszkę więcej "ręcznej" pracy. Bohaterowie powieści pili ją w domu. Nieistotne jak została przyrządzona. Zapewne efekt końcowy był idealny. A idealny efekt końcowy to rewelacyjny deser kawowy. Słodki, a jednocześnie z kawową goryczką i jeszcze kilkoma dodatkowymi nutami smakowymi. To świetna alternatywa dla każdego deseru.
Drugi rozdziała z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 229-230
Drugi rozdziała z cyklu „W dwadzieścia lat później”, strona 53
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strona 177
Czwarty rozdziała z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 123, 125-126 II część tomu „Czerwiec”
Żeberka pieczone z cebulą i miodem, kasza gryczana ze skwarkami, zasmażane buraczki ze skwarkami, szpinak na maśle z cytryną to także tradycyjny polski zestaw na drugie danie obiadowe. No może w polskiej tradycji przez wiele lat funkcjonował nie liściasty szpinak, a papkowaty. A teraz bardzo rzadko zarówno kaszę jak i buraczki okrasza się skwarkami. Podobno zdrowiej i szybciej. Ale utrata walorów smakowych. I niestety bardzo rzadko podaje się kaszę gryczaną. A według mnie nic tak nie pasuje do zestawu żeberka i buraczki jak kasza gryczana.
Żeberka pieczone z cebulą i miodem, kasza gryczana ze skwarkami, zasmażane buraczki ze skwarkami, szpinak na maśle z cytryną zostały zaserwowane głównemu bohaterowi przez jedną z 11 kobiet na "proszoną" kolację. Kolację ze śniadaniem. Przez żołądek do serca mężczyzny i nie tylko do serca. Ten zestaw kolacyjny pokazuje nam jak ważna jest uważność na drugiego człowieka. Bohaterka, po której absolutnie nie można było się tego spodziewać, przygotowała idealny zestaw, który facet bardzo lubił. Przygotowała, bo bardzo uważnie słuchała co do niej mówił o sobie, słyszała to i zapamiętała. Ponieważ ja wszystko to bardzo lubię i zdarzało mi się to gotować - stąd moje przepisy. Żeberka to wyśmienite mięsko. Dlatego w powieści na stołach pojawiają się kilkukrotnie. Dla przyjaciół głównego bohatera żeberka jagnięce przez niego upieczone, o czym już pisałem. Jako danie w Czerwonym Wieprzu (też o nich już było). W knajpce w Holandii, na kolacji ze specjalistką od tytułowych żeberek, tym razem do wyboru na słodko, pikantnie lub orientalnie. Każde z nich musiały być poezją smakową.
Drugi rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 235
Proste danie na sobotnie lub niedzielne śniadanie. Dla niektórych powrót do dzieciństwa. Dla innych przeniesienie się do nieznanej epoki. Doskonały na wiosnę gdy dostępne są nowalijki.
Twarożek z dymką i rzodkiewką na śniadanie po upojnej nocy podała jedna z 11 kobiet bohaterek powieści. Jak wiele potraw w powieści jest ze mną mocno związany. Stąd w przepisie w artykule moja jego wersja. To powrót do dzieciństwa i młodości. Niezliczona ilość śniadań, drugich śniadań, podwieczorków i kolacji z tym daniem. Bardzo miłe wspomnienia, bo był i nadal jest smakowity. Równie często jadałem twarożek w wersji na słodko z tłustą śmietaną z bazaru i "toną" cukru. Wiem, niezdrowo. Ale jakoś mnie nie utuczył.
Drugi rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 235
Pierwszy rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 92
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strona 204
Jajecznica to niewątpliwie najlepsze danie śniadaniowe. Zarówno na domowe weekendowe śniadanie, jak i wakacyjne lub wyjazdowe hotelowe, gdy nas żywią. Nie tylko w Polsce, ale wszędzie w Europie, w Ameryce Północnej czy Australii. Można ją jeść z rozmaitymi dodatkami. Fajnie jest urozmaicać. Ale jajecznica z kiełbaską to standard. I to wyśmienity.
Jajecznica na kiełbasie to drugie danie na śniadanie po upojnej nocy u bohaterki z głównym bohaterem przygotowane przez nią. Jajecznica w powieści pojawia się jeszcze przynajmniej dwukrotnie, ale bez doprecyzowania jaka ona jest. Na kiełbasce to taki polski standard. Śniadaniowy, na ogół weekendowy lub wakacyjny i smaczny. Wersji jajecznic uśmażyłem w życiu kilkanaście. Tu też mój przepis.
Drugi rozdział z cyklu „Anna”, strona 237
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 247
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294
Trzeci rozdział z cyklu „Anna”, strony 23-25; II część tomu „Czerwiec”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 58, II część tomu „Czerwiec”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 123, II część tomu „Czerwiec”
U nas na stole wszystko co z morza jest mało popularne. Bałtyk niezbyt dużo dostarcza pyszności, a i w tradycji polskiej kuchni owoców morza po prostu nie było. A przecież owoce morza i ryba to coś rewelacyjnego. No może oprócz niektórych glonów i przede wszystkim absolutnie niejadalnego sushi. Z ryb genialna jest sola i miecznik. A z owoców morza moule i właśnie krewetki.
Krewetki, mimo wszystko, mimo, że można je kupić w każdym sklepie sieciowym i specjalistycznym, zjeść w wielu knajpkach, są nadal potrawą oryginalną. Wiele osób ma obawy by je przyrządzać. A przecież to niesamowicie proste. Krewetki ponieważ są pyszne, doskonałe na przystawkę lub jedno z dań na lunch, występują w powieści na stołach bohaterów kilkukrotnie. Różne. Różnie podawane. Tygrysie trzykrotnie. Bohater je je smażone w pizzerii w Podkowie Leśnej. Krewetki często goszczą, tak jak i inne owoce morza w kuchni włoskiej, więc nie dziwi, że występują w menu w pizzerii. Smaży je także na kolację w domu jednej z bohaterek. Smaży je dla siebie u siebie w domu i częstuje nimi jedną z bohaterek, która niespodziewanie go odwiedza. Inne rodzaje krewetek bohaterowie spożywają w tajskiej knajpce w Warszawie i w rybnej w Amsterdamie. Ja więcej niż bardziej lubię krewetki. Najpyszniejsze, tak mi się do niedawna wydawało jadłem smażone w głębokim oleju w knajpce na Fuerteventurze, niejednokrotnie. Ale jeszcze pyszniejsze, na ostro, robi jedna z moich córek. Niestety nie chce zdradzić swojego przepisu. W artykule mój standardowy.
Drugi rozdział z cyklu „Anna”, strona 237
W kuchni polskiej pasty nie zajmowały nigdy poczesnego miejsca, a dosadniej mówiąc ich tam nie było. Owszem różnego rodzaju kluchy były i są. Ale ich nie można zaliczyć do past. A pasty z dobrym sosem i czasami dodatkami są rozkoszą smakową. Nie tylko klasyczne spaghetti, w polskim rozumieniu. Gnocchi zasługują na uwagę. Nie tylko na uwagę. Bywają znakomite.
Gnocchi z boczkiem i szpinakiem to danie z menu pizzerii w Podkowie Leśnej. Jedno z alternatywnych dań kuchni włoskiej do pizz. Samotnie spożywane na lunch przez głównego bohatera. Dziś gnocchi to ulubiony mój rodzaj kluchów. Kiedyś nie przepadałem za makaronami, a gnocchi szczególnie mi nie pasowały. Dobre przyrządzone gnocchi są pyszne i same się rozpływają w ustach. A w dobrym sosie ze szpinakiem i boczkiem to coś wartego grzechu obżarstwa. W innych kompilacjach składnikowych na ogół też. Szkoda tylko, że ich wybór w knajpkach jest mizerny, nawet tych specjalizujących się we włoskich daniach. Na ogół to jedna pozycja.
41. Grillowane owoce morza
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 247
Owoce morza, choć stosunkowo nie są tanie to nie fanaberia, a zdrowe pożywienie, a przy tym pyszne, Mogą stanowić dodatek, ale można je jeść smażone, w sosie lub grillowane. Są łatwe w przyrządzaniu. Nawet z tych dostępnych na polskim rynku możemy otrzymać pyszne danie. Ale jeśli chcemy skosztować prawdziwych rarytasów to niestety musimy udać się do krajów basenu śródziemnomorskiego, najlepiej do Włoch, ale w Portugalii, Hiszpanii, Francji, Grecji, Chorwacji czy na Malcie również można skosztować świetnych.
Potrawy z owocami morza w powieści "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" na stołach jej bohaterów pojawią się wielokrotnie. Będą to rozmaite dania. Grillowane owoce morza w tomie Czerwiec, w gruncie rzeczy bardziej jako hasło, niż sensu stricte potrawa tylko raz. Grillowanie owoców morza odbyło się bowiem w piekarniku z funkcją grilla. Prawie grillowanie, choć to prawie czyni zasadniczą różnicę. Ale w mieszkaniu bohaterki w centrum Warszawy to było jedyne rozwiązanie. Owoce morza same z siebie są tak bajeczne w smaku, że substytut grillowania jest wystarczający by uzyskać doskonałe danie i w następstwie hedonistyczne doznania. Aby uzyskać pełnię szczęścia kulinarnego, oprócz samego czasu grillowania niezmiernie istotne jest odpowiednie doprawienie owoców morza.
42. Tapasowe dodatki do owoców morza
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 257
Niech Was nie zmyli definicja tapasów, że są to małe przekąski podawane do napojów. Jeżeli będziecie w Hiszpanii i zamówicie zestaw tapasów w jakiejś knajpie to możecie otrzymać ogrom jedzenia, który wystarczy Wam za cały posiłek. W takim zestawie znajdziecie wszystko co dusza może zapragnąć, ryby, owoce morza, wędliny, mięso, sery, warzywa i nie tylko. Na zimno i na ciepło. A wszystko to rewelacyjnie smakowite. Do tego konieczne oczywiście jest dobre, mocno schłodzone białe wino.
Określenie tapasowe dodatki do owoców morza jest nieco na wyrost. Takowe w powieści nie pada. Do grillowanych owoców morza, które główny bohater przygotował na późny lunch u jednej z bohaterek, ona przygotowała sałatę w sosie vinaigrette, oliwki i suszone pomidory. Nie może być tapasów bez oliwek. Stąd to określenie i z charakteru całej przekąskowej kolacji. A tapasy to hiszpańska rewelacja smakowa. Dla mnie, choć w różnych knajpkach podawane są różne i często diametralnie inne , w ich zestawie nie może zabraknąć pimiento de Padrón i jamón ibérico vzyli smażonych zielonych małych papryczek i szynki iberyjskiej.
43 Kolacyjne przegryzki – wędzony łosoś i ser pleśniowy
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 264
Kolacyjne przegryzki do świetnego francuskiego wina. To uzupełnienie tytułu jest niezbędne. Moją ulubioną w takich przypadkach jest dobry ser pleśniowy. A nawet bardzo dobry. Pisałem wcześniej o hiszpańskich tapasach. Świetne do wina lub wino do nich. Ale to obfita kolacja. A najlepszym uzupełnieniem mogą być owoce morza. Lub w zastępstwie dobra wędzona rybka.
Po bardzo późnym lunchu u jednej z 11 kobiet kolacyjne przegryzki były raczej dodatkiem do bardzo dobrego czerwonego wina niż daniami mogącymi zaspokoić głód. Niewątpliwie ser pleśniowy jest absolutnie numer jeden jeśli chodzi o takie sytuacje. A dobry ser pleśniowy świetnie komponuje się smakowo z czerwonym winem. Ta kompozycja to niebo w gębie. Wędzona ryba może być niezłym uzupełnieniem. A łosoś chyba jest najpopularniejszą z wędzonych ryb na rynku. Też może być bardzo dobry.
44. Śniadaniowe menu u Agaty
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 266
Śniadanie w tradycji i kulturze polskiej na ogół było uważane za najważniejszy posiłek dnia. I na ogół bywa jadane w domach. Oczywiście w każdym domu jest inaczej. Różnie też to bywa w weekendy i dni robocze. W tygodniu jadane jest w pośpiechu i skromne, a częstokroć biegniemy do pracy bez śniadania. A najważniejsze śniadanie to wielkanocne. Pod takim śniadaniem stoły się uginają. Diametralnie różne jest na południu Europy (we Francji czy Włoszech), a inne w Anglii czy w Stanach. Francuzi i Włosi jadają symboliczne i raczej na słodko, a amerykańskie śniadania częstokroć są obżarstwem z wieloma daniami na ciepło, ciastami i hektolitrami lurowatej kawy. Na południu Europy wiele osób jada śniadania w knajpkach, które się w tym specjalizują i mają dedykowane menu śniadaniowe.
Oprócz Wielkanocy do rzadkości należy mieć gości na śniadaniu. W powieści jednej z 11 kobiet gość pojawił się niespodziewanie. Dla ścisłości pojawił się na kolację i został na śniadanie, a nawet dłużej. Do rzadkości należy, by samotna kobieta i jeszcze intensywnie pracująca miała w piątek wieczór mocno zapełnioną lodówkę. Dlatego śniadaniowe menu składało się z pozostałości po kolacji i kilku produktów, które na ogół bywają w lodówce. Czyli m.in. kawa, jajka na miękko, pomidory, jakaś wędlina i miód. W gruncie rzeczy było i zróżnicowanie i można było się najeść. A hedonizm tworzyła przede wszystkim ponocna atmosfera.
45. Carpaccio z polędwicy wołowej z płatkami parmezanu i oliwą truflową
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 105, część II tomu Czerwiec
Carpaccio z polędwicy wołowej z płatkami parmezanu i oliwą truflową jest rewelacyjną przystawką. Szczególnie jeżeli w planach mamy wielodaniowy obiad. Lekka, wyśmienicie smakująca i zaostrzająca apetyt.
Carpaccio może być nie tylko z wołowiny. W powieści "11 KOBIET ..." bohaterowie spożywają również z łososia i tuńczyka. Wołowe dwukrotnie. Drugi raz z holenderskiej wołowiny w knajpce w Edamie. Nieco inaczej przyrządzone, z innymi dodatkami niż to tytułowe. Carpaccio z polędwicy wołowej z płatkami parmezanu i oliwą truflową jak najbardziej kojarzy się z Włochami. Jest jedną z przystawek w czasie lunchu pary bohaterów we włoskiej knajpce w Warszawie. To jedno z cudownych dań kuchni włoskiej.
46. Sałatka z rukoli z gotowaną gruszką, gorgonzolą i orzechami włoskimi
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Druga z rzędu przystawka lekka, wyśmienicie smakująca i zaostrzająca apetyt, a na dodatek dająca efekt świeżości. Rewelacyjna przystawka przed wielodaniowym obiadem lub jako samodzielna przegryzka lub jako tak zwana jarzynka czyli dodatek do dania głównego mięsnego lub nawet jako deser.
Sałatki są również świetnymi przystawkami. Również często występującymi w włoskiej kuchni. Ta, to również danie z włoskiej knajpki w Warszawie z lunchu pary bohaterów. W niej poza rukolą, która jest bazą, świetny smak nadaje kompozycja lekko ostrej gorgonzoli i lekko słodkiej i orzeźwiającej gruszki. W tym zestawie zamiast orzechów włoskich dodałbym orzechy nerkowca. Wówczas byłaby rewelacja.
47. Zupa toskańska na bazie pomidorów i świeżej bazylii
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 118, część II tomu „Czerwiec”
Pappa al Pomodoro czyli włoska zupa pomidorowa w toskańskim stylu to jedna z najlepszych zup na świecie. Poezja w ustach. Gęsta zupa, o podobnej konsystencji jak zupy krem, ale bynajmniej nie miksowana, ani przecierana. Jak wiele dan kuchni włoskiej prosta do przyrządzenia, z niewielkiej liczby składników, łatwo dostępnych i niedroga. W zasadzie nie można jej źle przygotować, ale ten najcudowniejszy smak dostępny jest wyłącznie w Toskanii.
Najlepsza na świecie zupa pomidorowa. Najlepsza bywa oczywiście we Włoszech. We włoskiej knajpce w Warszawie, w której podczas lunchu jako jedno z "prima piatti" wybrali bohaterowie powieści też jest dobra. Pomidory, czosnek i bazylia to jej podstawa. Plus toskańskie przyprawy. Plus parmezan. A oprócz nich bywa w niej fasola i chleb. Suma - czynnik składowy "dolce vita".
48. Stek z tuńczyka na polencie ze świeżymi figami i z sałatką z kopru włoskiego i pomarańczy
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Pierwszy rozdział z cyklu „Anna”, strona 204
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 268
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 286
Pierwszy rozdział z cyklu „Olga i Kaja”, strona 216, część II tomu „Czerwiec”
Piąty rozdział z cyklu „W dwadzieścia lat później”, strona 238, część II tomu „Czerwiec”
Jedna z najlepszych ryb – tuńczyk w postaci steku. Do tego polenta – rzadkość w Polsce, choć nie we Włoszech. Jeszcze figi – bardzo ciekawe zestawienie. Plus sałatka z kopru włoskiego i pomarańczy. Ciekawe zestawienie smaków. Bardzo ciekawe. Bardzo smaczne, pożywne, pełne witamin i mikroelementów danie. Przepyszny konglomerat smaków.
Tuńczyk w powieści "11 KOBIET ..." przy różnych okazjach, na różne posiłki, w różnych postaciach występuje wielokrotnie. W Polsce najczęściej w puszce lub jako pasta. To też jeden ze specjałów włoskiej kuchni. Połów tuńczyka na Sycylii to jeden z elementów tamtejszej kultury. Tuńczyk uważany jest za jedną z najlepszych ryb. Świeży nieprzetworzony ma specyficzny smak, który nie każdemu może odpowiadać. To bardzo wyrazisty smak. Największym rarytasem jest chyba właśnie w postaci steku, takiej w jakiej był w lunchowym menu pary bohaterów we włoskiej knajpce w Warszawie. Za polentą nie przepadam. Aczkolwiek do tuńczyka pasuje. To dobre zestawienie. Jedno i drugie jada się stosunkowo rzadko. Niepowszednie, oryginalne potrawy często smakują jak rarytasy. Pozostałe dodatki w tym daniu są wspaniałym uzupełnieniem.
49. Panna cotta z musem malinowym
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 106, część II tomu „Czerwiec”
Panna cotta jedno z wielu rewelacyjnych arcydzieł smakowych kuchni włoskiej. Niewątpliwie bardzo spopularyzowanych. Niewątpliwie mniej popularna niż pizza i niektóre włoskie wina jak choćby prosecco czy chianti, ale na równi w kolejnym szeregu z bardzo wieloma innymi dziełami włoskiej sztuki kulinarnej. Dla mnie jeden z trzech moich ulubionych deserów obok również włoskiego tiramisu i francuskiego crème brûlée. W niektórych okresach najgenialniejszy.
We włoskiej knajpce, w której na lunchu była para bohaterów powieści wybór deseru jest oczywistością. Tą oczywistością jest panna cotta. A w tym zestawieniu z musem malinowym to niebo w gębie.
50. Risotto z owocami morza
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Ze względu na owoce morza można żałować naszego położenia geograficznego i braku codziennego dostępu do świeżych owoców morza. Ja je uwielbiam. Przede wszystkim „fritto misto”, „zuppa di cozze”, „moules marinières”, ale także grillowane, zupy z owocami morza, pasty i pizze z nimi, krewetki, w winie i na każdy inny sposób przyrządzone. Risotto z owocami morza też bywa doskonałe, też je uwielbiam. Owoce morza miło kojarzą się z wakacyjnymi wyjazdami do strefy śródziemnomorskiej.
Jedno z dań głównych zamówionych przez parę bohaterów we włoskiej knajpce w Warszawie. Kolejna specjalność włoskiej kuchni. Włosi to najwięksi producenci ryżu w UE. Również kraj otoczony morzem niemal z każdej strony, morzem, które zamieszkuje mnóstwo jadalnych, pysznych żyjątek. Zestawienie dania naturalne. A jak jeszcze dodamy ichniejsze potrawy to całość jest jeszcze jednym z elementów uczty Lukullusa.
51. Espresso – hedonistyczny łyk czarnej goryczy
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Piąty rozdział z cyklu „Dorota”, strony 154, 164 część II tomu „Czerwiec”
Pierwszy rozdział z cyklu „Teresa”, strona 187, część II tomu „Czerwiec”
Espresso oprócz aromatu i cudownego smaku, a może bardziej wraz z nimi, dla mnie niesie jeszcze skojarzenia, które przekształcają się w obrazy. Dolce vita, hedonizm, wakacje, bezchmurne błękitne niebo, taras wśród oleandrów i z widokiem na lazurowe morze, żar lejący się z nieba, lekka morska bryza i dymek z papierosa, a wszystko to jako edeński dodatek do dobrej literatury.
Espresso najmniejsza z możliwych porcja kawy. Raczej nie napój. Ekstrakt smaku i aromatu. W tomie Czerwiec zażywany przez bohaterów trzykrotnie. Na zakończenie lunchu we włoskiej knajpce w Warszawie. Na zakończenie lunchu w domu głównego bohatera. Też w domowym zaciszu jako samoistne doznanie smakowo-aromatowe. Lubię różne rodzaje kawy, ale prawdziwa kawa to tylko espresso.
52. Tiramisu
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 124, część II tomu „Czerwiec”
Tiramisu. Synonim delicji, rarytasu. Genialne włoskie ciastko. Jeden z najpyszniejszych deserów. Wyobraźmy sobie: gorący późny włoski wieczór, tętniące życiem knajpki, Plac Świętego Marka w Wenecji, gdy już nie ma tłumów turystów, w tle nastrojowa muzyka, przy stoliku obok PIĘKNO, a na stoliku doppio, aperol spritz i właśnie Tiramisu. Kwintesencja dole vita. PIĘKNO element obligatoryjny. A tiramisu najsmakowitszym dopełnieniem.
Tiramisu drugi mój ulubiony deser kuchni włoskiej. A ściślej pierwszy. Jeden z najbardziej smakowitych ze wszystkich słodkości. W każdej knajpce włoskiej nieco inaczej smakuje, inaczej jest podawany i inaczej wygląda. Zawsze smakuje wybornie. W powieści jako jeden z dwóch deserów po uczcie pary bohaterów we włoskiej knajpce w Warszawie. Również deser trochę innej pary bohaterów na zakończenie kolacji w Holandii. Tiramisu jest tak popularnym deserem, że można go w menu spotkać wszędzie w Europie.
53. Crème brûlée
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 275
Czwarty rozdział z cyklu „Anna”, strona 38, część II tomu „Czerwiec”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 124, część II tomu „Czerwiec”
Piąty rozdział z cyklu „Dorota”, strony 154, 164 część II tomu „Czerwiec”
Niewątpliwie crème brûlée to obok tiramisu najpopularniejszy deser kuchni europejskiej. Do tej grupy można by jeszcze zaliczyć włoską panna cotta, wiedeński tort Sahera, też francuskie „Piękną Helenę”, crêpe i suflet czekoladowy, amerykańskie apple pie, choć dla mnie bardziej austriacki apfelstrudel i polską szarlotkę oraz polski sernik. No i oczywiście lody lub desery lodowe. Ale crème brûlée niemal wszędzie uznawany jest za number one. Zasłużenie. Jeżeli kogoś nie zachwycił to znaczy, że nie posmakował prawdziwego.
Trzeci z cudownych deserów kuchni europejskiej. Ten kuchni francuskiej. Pierwszy raz w powieści z żalem odrzucony przy wyborze deserów we włoskiej knajpce w Warszawie, jako niepasujący do całkowicie włoskiego lunchu. Dwukrotnie serwowany kobietom przez głównego bohatera u niego w domu na zakończenie lunchu i kolacji. Również deser pary bohaterów na zakończenie kolacji w knajpce w Holandii. Chociaż francuski stał się deserem występującym wszędzie w Europie. Bo jest świetny.
54. Ceviche z tuńczyka z azjatyckimi grzybami, kremem z tajskiej bazylii i chili
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Jeżeli jeszcze nie próbowaliście ceviche to powinniście naprawić ten błąd. Sposobów przyrządzania ceviche, a dokładniej dodatków do podstawy, czyli ryby, a tym przypadku tuńczyka jest bardzo dużo. To one połowicznie kształtują smak potrawy. Połowicznie, bo równa w tym zasługa jest ryby, jej gatunku i właśnie specyficznego dla ceviche sposobu jej przyrządzenia. Najczęściej jest to łosoś, dorsz, tuńczyk, sola, miecznik i okoń morski. U nas polecam z łososia lub tuńczyka. Nad ciepłymi morzami, szczególnie w Hiszpanii, z soli lub okonia morskiego. Do dość długiego elaboratu na temat ceviche skłoniła mnie fascynacja tym daniem mojego przyjaciela, który był muzą do postaci Xaviera w powieści.
Ceviche specyficznie marynowane surowe mięso, w tym przypadku rybie, choć nie jest azjatyckiego pochodzenia, to dziś częstokroć jest traktowane jako azjatycka alternatywa do sushi, które to też bazuje na surowej rybie. W obu przypadkach bardzo ważne są dodatki, które tworzą kompozycję smakową. W przeciwieństwie do jak dla mnie niejadalnego sushi (więc zapewne mała jest szansa by ono pojawiło się w powieści), ceviche może smakować wybornie. Ceviche stał się jedną z przystawek pary bohaterów w tajskiej restauracji w Warszawie. Na kompozycję smakową składały się jeszcze między innymi azjatyckie grzyby i tajska bazylia. Czyli doskonałe azjatyckie artykuły spożywcze.
55. Domowa lemoniada miętowa
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
„Domowa” lemoniada miętowa, podobnie jak cytrynowa to idealny napój na upalne dni. Tani, łatwy i szybki w przyrządzeniu. Doskonała alternatywa dla wody. Orzeźwia i pozostawia na długo świeżość w ustach. Można jej wypić dużo i nie powoduje to ograniczeń w prowadzeniu samochodu.
De facto nie ma lemoniady miętowej. Może być woda z miętą lub lemoniada cytrymowo-miętowa, w której ilość mięty decyduje o mocno miętowym smaku. Lemoniada miętowa była napojem pary bohaterów podczas kolacji w tajskiej restauracji w Warszawie. Gdy jestem kierowcą to w knajpkach do picia w zależności od zamówionych potraw i pory roku wybieram albo sok pomidorowy, albo właśnie domowe lemoniady. Generalnie preferuję cytrynową, bo smak cytryny jest jednym z najlepszych smaków na świecie, ale podczas dużych upałów miętowa smakuje wybornie.
56. Grillowane kalmary z mango, chili, marakują, kolendrą i czosnkiem
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 58, część II tomu „Czerwiec”
Kalmary jak wszystkie owoce morza nie należą do tradycyjnych dań polskiej kuchni. Nawet nie są u nas zbyt popularne. Trochę to naturalne, ale jednocześnie szkoda i warto odejść od tradycji. A można je jeść na kilka sposobów. Przede wszystkim właśnie jako grillowane i najlepiej z jakąś egzotyczną sałatką. We Włoszech jako jeden ze składników fritto misto di mare, dodatek do pizzy lub pasty, w Hiszpanii jako składnik paelli.
Kalmary pojawią się w tomie Czerwiec "11 KOBIET ..." kilkukrotnie. To przecież owoce morza, a bohaterowie powieści bardzo je lubią. Najczęściej smakują je właśnie wraz z innymi owocami morza, w tym jako grillowane również. Kalmary nie są moimi ulubionymi owocami morza. Może dlatego jako samodzielne danie występują raz. Jako przystawka podczas kolacji w tajskiej restauracji. Tajlandia ma z racji swojego położenie bardzo dobry dostęp do świeżych owoców morza, w tym kalmarów. Nic dziwnego, że w jej kuchni one występują i bywają świetnie przyrządzone z najbardziej konweniującymi z nimi dodatkami. Jak dla mnie pomijając świetnie pasujące przyprawy, chili, kolendrę i czosnek to genialnym uzupełnieniem smakowym do kalmarów w tym daniu jest marakuja.
57. Ped phalo z kaczką, chrupiącym makaronem pszennym, bok choy i kiełkami
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Kuchnia azjatycka jest wyśmienita. Kaczka to smakowite danie. A połączenie kaczki z kuchnią azjatycką może dać wyłącznie rewelacyjny rezultat.
Ped phalo to teoretycznie zupa. Na ogół w większości azjatyckich knajpek w tej kategorii występuje w menu. Ale często się zdarza, że bardziej przypomina danie mięsne w rzadkim sosie niż zupę. W tajskiej restauracji dla pary bohaterów powieści było zupą. Przynajmniej bardzo dobrą. Tak jak większość tajskich dań ped phalo pierwotnie bazowało właśnie na kaczce. To było dla tej zupy najbardziej smakowite rozwiązanie. Słusznie, że w przypadku tego dania w zasadzie tak zostało, a kurczak nie zastąpił kaczki. Smak kaczki idealnie wkomponowuje się w lekko pikantny tajski bulion uzupełniony chińską kapustą i kiełkami.
58. Talerz serów hiszpańskich
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 64, część II tomu Czerwiec
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 106, część II tomu Czerwiec
Piąty rozdział z cyklu „Dorota”, strony 153, 156, część II tomu Czerwiec
Deska serów. Najwspanialsze zakończenie lunchu lub dinneru. Na ogół w knajpkach podają od 4 do 6 różnych rodzajów sera. Nie gatunków, a rodzajów. We Francji i we Włoszech można trafić knajpki, w których wybiera się do woli z palety przynajmniej kilkunastu serów. Wówczas wchodzi się do raju dla koneserów, smakoszy i obżartuchów. A hiszpańskie sery wcale nie są gorsze. Ba Hiszpanie mogą się poszczycić najdroższym serem świata. Idealnym dodatkiem do degustacji serów jest wytrawne, czerwone wino. Deska serów bywa uzupełniana o płynny miód i konfitury, w których macza się kawałki sera oraz o owoce.
Sery. Składnik śniadania, dodatek do kanapek, przegryzka, czy deser. W różnych krajach różnie. Zależy również od upodobań, tradycji i jakości serów. Dla mnie ta ostatnia wersja, oczywiście przy oryginalnych francuskich, włoskich, hiszpańskich, holenderskich, szwajcarskich serach jest najbardziej smakowita. Taką opcję w argentyńskiej steakowni w Warszawie wybrała para bohaterów powieści. Niestety nie wiemy jakie sery smakowali, a wybór jest olbrzymi. Oprócz deski serów hiszpańskich połowicznie inna para bohaterów w dwóch różnych knajpkach w Holandii smakowała tamtejszych smaków. Niewątpliwie mniejszy wybór, ale smaki też przednie. Deskę serów z różnych zakątków Europy, takich najświetniejszych, główny bohater przygotował na lunch z jedną z 11 kobiet u siebie w domu. Tylko pozazdrościć, bo smakowe doznanie hedonistyczne musiało być rewelacyjne.
59. Tom Kha
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Tom kha to jeden z najsmaczniejszych wynalazków kuchni tajskiej i całej azjatyckiej. Kokosowa gorąca zupa o smaku pikantno-słodko-kwaśnym. Najczęściej bywa z kurczakiem, ale z krewetkami czy z kaczką jest ciekawsza w smaku.
Tom kha to jedna z dwóch zup, którą wybrała para bohaterów w tajskiej restauracji w Warszawie. Jedno z najbardziej popularnych, najbardziej znanych dań kuchni tajskiej. Na ogół jej nazwę tłumaczy się jako zupa z kurczaka z galangalem. Nasi bohaterowie mieli ją z krewetkami zamiast kurczaka. W tej wersji o niebo jest lepsza. A pierwotnie powstała z kaczką. Też o niebo lepsza. Ale w tej pysznej tajskiej zupie, najistotniejsze jest mleczko kokosowe, które daje posmak aksamitu, trochę słodki, trochę kwaśny, przez który przebija się smak pikantny. Oprócz galangala, czyli "imbiru pieprzowego" winna zawierać również trawę cytrynową. A ponieważ kuchnia tajska jest bardzo elastyczna w recepturach więc na ogół jeszcze kilka innych składników. W spożywanej przez naszych bohaterów były jeszcze boczniaki i pomidorki koktajlowe co jest dobrym jej uzupełnieniem. Tom kha jest najlepsza z równie pysznych jeszcze kilku zup azjatyckich (to nie jest sprzeczność). W moim jadłospisie występuje raz na miesiąc, maksimum na dwa.
60. Szparagi w emulsji maślanej
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 294-295
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strony 105-106, część II tomu „Czerwiec”
Piąty rozdział z cyklu „W dwadzieścia lat później”, strona 238, część II tomu „Czerwiec”
Szparagi do niedawna należały raczej do rzadko spotykanych i luksusowych warzyw na naszym rynku. Dziś nadal nie należą do najtańszych, ale są pyszne. Zarówno te świeże w sezonie szparagowym jak i te marynowane w słoiczku. A najsmaczniejsze są te najprościej przyrządzane.
Szparagi w emulsji maślanej stanowiły pyszny dodatek do steków w argentyńskiej knajpce w Warszawie podczas późnego lunchu pary bohaterów powieści. Zapiekane w ziołach były dodatkiem do jagnięciny w restauracji w Holandii podczas kolacji nieco innej pary bohaterów. Szparagi były również bazą przystawki, którą główny bohater powieści zaserwował podczas drugiego posiłku popołudniowo-nocnej wizyty jego męskich przyjaciół. Uwielbiam szparagi. Białe i zielone. Gotowane, smażone, grillowane. Jako dodatek w daniu głównym i jako składnik przystawek. Rewelacyjne przyrządza jedna z moich córek. Najlepsze jadłem kilkukrotnie w małej lokalnej knajpce na przedmieściach miasta Luksemburg.
61. Jagnięcina w massaman curry z cynamonem, orzeszkami ziemnymi i chipsami z ziemniaka truflowego
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Drugi rozdział z cyklu „W dwadzieścia lat później”, strona 53
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 64, część II tomu Czerwiec
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 106, część II tomu Czerwiec
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 123, część II tomu Czerwiec
Są teorie niektórych dietetyków, że należy jadać niemal wyłącznie rodzime potrawy. Wtedy podobno jesteśmy zdrowsi. Ale człowiek żyje po to by jeść, by próbować rozmaitych smaków. By doznawać odkryć smakowych i przyjemności z tym związanych. Tajskie massaman curry, a dla mnie szczególnie z jagnięciną, właśnie jest taką potrawą. Za każdym razem.
Jagnięcina mięso o specyficznym smaku, jak dla mnie świetnym, acz ze wzlędu na tradycje i stosunkowo niewielką hodowlę owiec bardzo rzadko występujące w handlu detalicznym. Łatwiej je spotkać w knajpkach. W "11 KOBIET ..." jako główne danie aż pięciokrotnie. Ożebarkach jagnięcych, które główny bohater przyrządził na pierwszy posiłek dla odwiedzających go przyjaciół, już pisałem. Podczas trzech kolejnych kolacji w różnych holenderskich miastach różnie przyrządzona znalazła się w menu pary bohaterów. A w postaci massaman curry czyli pikantnej i aromatycznej tajskiej odmianie curry znalazła się w menu w tajskiej restauracji w Warszawie na kolacji połowicznie innej pary bohaterów. Tajskie massaman curry to rewelacyjne danie, według mnie znacznie lepsze od pierwowzoru czyli hinduskiego curry. A jagnięcina najlepiej do niego pasuje. Znacznie lepiej niż kurczak, z którym jest najczęściej podawane.
62. Warzywa z grilla
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 294-295
Nie jestem jaroszem. A warzywa z grilla bardzo lubię. Przede wszystkim jako dodatek w daniu głównym. Ale różnorodny i bogaty ich zestaw może być samodzielnym daniem. Bardzo smacznym i wystarczającym by się najeść.
Warzywa z grilla stanowiły jeden z dwóch dodatków do steków w argentyńskiej knajpce w Warszawie dla pary bohaterów powieści. W Polsce to standard drugiego dania obiadowego, czyli ogólniej dania głównego lunchu, bądź kolacji, że do niemal każdego dania głównego muszą być jako dodatek jarzyny czyli potrawy z warzyw. W postaci surówek lub/i warzyw na ciepło. Polska kuchnia ma bardzo bogaty ich wybór. Warzywa z grilla nie należą do tych tradycyjnych, ale są bardzo smaczne, szczególnie odpowiednio przyprawione, łatwe do przyrządzenia i możemy uzyskać dużą rożnorodność smakową. A do steków pasują idealnie.
63. Pierś kaczki w czerwonym curry z ananasem, winogronami, pomidorkami koktajlowymi i zielonym groszkiem
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strony 286-287
Curry kojarzy się przede wszystkim z kuchnią indyjską. To jedno z najbardziej znanych dań kuchni indyjskiej, z której pochodzi. Kuchnia tajska zapożyczyła curry i stało się również jej jednym ze sztandarowych potraw. Z pełnym przekonaniem można stwierdzić, że dzięki tajskim składnikom ich curry jest doskonalsze. A jeśli jest to curry z kaczką, a dodatkami są między innymi ananas i winogrona to danie musi być rewelacyjne.
Potrawy z kaczki w powieści "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" już zaistniały kilkukrotnie i zapewne jeszcze zaistnieją. Pierś kaczki w czerwonym curry z różnymi owocami i warzywami to jedno z dań głównych pary bohaterów w tajskiej restauracji w Warszawie. Jeżeli w tajskiej to tajska odmiana curry. Jeżeli tajska to bardzo dobra. A czerwone jest łagodniejsze od zielonego i mniej "perfumowane" niż żółte. Czyli tylko pozazdrościć hedonizmu jedzeniowego bohaterom.
64. Argentyńskie krewetki w emulsji maślanej z trawą cytrynową, rukwią wodną i pomidorkami concasse
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294
Krewetki w emulsji maślanej to doskonała propozycja na pyszną przystawkę lub nieduży lunch, bądź kolację. A argentyńskie krewetki niewątpliwie są jednymi z najlepszych. Nie tylko są bardzo smakowite, ale również wyglądają bardzo ładnie.
Krewetki były już i będą jeszcze w najrozmaitszych daniach w powieści wielokrotnie. Bo są rewelacyjne. Argentyńskie krewetki, duże, różowe, a nawet wpadające w odcień między czerwonym, a pomarańczowym są najlepsze ze wszystkich. Takimi na kolacyjną przystawkę raczyła się para bohaterów powieści w argentyńskiej restauracji ze stekami w Warszawie. Krewetki, a następnie steki, to i to argentyńskie, czyli uczta Lukullusa.
65. Steki: z antrykotu czyli rib eye oraz z polędwicy wołowej
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294-295
Kuchnia argentyńska jest znana przede wszystkim z argentyńskich czerwonych krewetek i argentyńskich wołowych steków. Jedno i drugie może być bazą do uczty Lukullusa.
Steki to danie, które też kilkukrotnie przewijać się będzie w mojej powieści. Bo to dla mięsożerców największy rarytas. A argentyńskie wołowe steki królują wśród steków. Para naszych bohaterów w argentyńskiej steakowni kosztowała steki z antrykotu i polędwicy wołowej. Można by napisać rozprawkę naukową, który z nich jest lepszy i dlaczego. Dla mnie oba. Najchętniej jadałbym je na zmianę, albo razem po kawałku. Na korzyść rib eye czasami przemawia cena. Bo tu różnica bywa zauważalna i niezależna od gustu i preferencji smakowych.
66. Sosy do steków
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294
Sosy do mięs wzbogacają doznania smakowe. Niektóre mięsne potrawy nie występują inaczej niż tylko w sosie lub z sosem. A steki? Steki same w sobie są rarytasem, przyprawione wyłącznie solą i pieprzem. Czy z sosami są lepsze? To kwestia gustu. Jednakże z każdym z sosów nabierają jeszcze innego smaku. Niektóre nadają im ostrości, inne łagodzą, a jeszcze inne dzięki swojej specyfice powodują całkowitą odmienność smakową.
W restauracji argentyńskiej w Warszawie kolacyjną ucztę, której głównym składnikiem były steki para bohaterów urozmaiciła o sześć różnych sosów. To zarówno urozmaicenie estetyczne, bo były one wielobarwne i pięknie ozdabiały stolik oraz przede wszystkim smakowe. Najbardziej zagorzały fan steków powiedziałby, że stek należy spożywać wyłącznie delektując się jego smakiem. W dużej mierze miałby rację, ale to zubożanie smakowe całej uczty. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przynajmniej pierwszy i ostatni kawałek steka zjeść wyłącznie dla jego samoistnego smaku. A w międzyczasie doznawać najrozmaitszych smaków. Najczęściej steki podawane są z sosem z zielonego pieprzu. Nie bez przyczyny. Ale są jeszcze inne, których warto z nimi spróbować. Nie tylko tych sześciu, które zamówili bohaterowie powieści.
67. Zupa z owocami morza i rybami
Pierwszy rozdział z cyklu „Agata”, strona 294
Zupa rybna czy z owoców morza w Polsce nie należy do tych najbardziej popularnych. Są regiony świata gdzie te zupy należą do specjalności tamtejszych kuchni i są świetne. Kilka z nich należy w życiu koniecznie spróbować. Jeśli lubi się ryby i owoce morza to nie można nie polubić dobrej zupy rybnej.
Różnymi zupami bohaterowie powieści "11 KOBIET czyli Krótki traktat o PIĘKNIE" będą zajadali się wielokrotnie. Przy każdej okazji podczas lunchu i dinera gdy taka możliwość była. Cóż polska tradycja głównego posiłku w skład, którego wchodzi zupa we mnie jest mocno zakorzeniona. I po prostu lubię i to bardzo zupy. Bardzo wiele. Zupy rybne i z owocami morza też pojawią się wielokrotnie. W argentyńskiej knajpce w sercu Warszawy para bohaterów zamówiła zupę z owocami morza i rybami na mleczku kokosowym. Każda zupa z krewetkami, a jeszcze z kawałkami łososia i kalmarami musi być pyszna. A na mleczku kokosowym tym bardziej.


