Restauracja Harmsen w „11 KOBIET …”
„Restauracja nazywała się Harmsen i miała dobre oceny na portalach internetowych. Nie wyglądała jakoś specjalnie okazale. Sala była wąska i długa. Nad główną salą znajdowała się galeryjka ze stolikami, do której wchodziło się po drewnianych schodach. Proste drewniane stoliki, bez obrusów, ale ze sztućcami na serwetkach oraz szklankami i kieliszkami do wina ustawione były dość ciasno. Ponad ich połowa była zajęta. Znaleźliśmy stolik na galeryjce, w kącie. Wybór dań nie był przeładowany. Serwowano tu dania przede wszystkim kuchni holenderskiej. Byliśmy już na lunchu w restauracji rybnej, więc mieliśmy ochotę na inne dania. Ale w Holandii, a na dodatek w restauracji z menu holenderskim jest to niemal niemożliwe. To od pokoleń kraj rybaków. Mają w genach jedzenie ryb i wszystkiego, co jadalnego można znaleźć w morzu.”
Czwarty rozdział z cyklu „Bibiana Isabelle”, strona 63, II część tomu „Czerwiec”
Z restauracją Harmsen wiąże się jeden z błędów merytoryczno-logicznych, który popełniłem w mojej powieści. Przez różnego rodzaju zbieg okoliczności. Restauracja Harmsen owszem mieści się w gminie Amsterdam, ale bynajmniej nie w jego centrum, po którym spacerowali Marcin z Bellą, a w 17-sto tysięcznym mieście Weesp odległym od centrum Amsterdamu i Magere Brug, z którego bohaterowie udali się na dinner o około 15 kilometrów. Oczywistym jest, że nie mogli pójść tam na kolację, albowiem spacer w jedną stronę zająłby im mniej więcej 3 godziny.
W związku z powyższym tj. przynależności Weesp do gminy Amsterdam, do niedawna w większości informacji i artykułów na temat tej restauracji w jej adresie widniał Amsterdam, a nie Weesp. Dziś na ogół już figuruje Weesp. Na dodatek jak popatrzymy na mapę okolicy restauracji to jest ona łudząco podobna do centrum Amsterdamu, tym bardziej, że tuż obok niej znajduje się nabrzeże o nazwie Herengracht. Najdziwniejsze i najśmieszniejsze jest to, że ładnych parę lat temu byłem w tej restauracji na kolacji. Zwiedziony nieścisłymi informacjami w Internecie, że jej lokalizacja to Amsterdam, byłem przekonany, że rzeczywiście mieści się w Amsterdamie. Najwyraźniej umknęło mi z pamięci, że byłem w niej w Weesp, prawdopodobnie w drodze powrotnej do hotelu po zwiedzaniu, którejś z okolic Holandii Północnej.
Wobec powyższego załóżmy, że dla potrzeb powieści, czyli fikcji, Harmsen został na czas akcji powieści przeniesiony do Amsterdamu, właśnie niedaleko zachodniego krańca Herengracht. Czyli nasi bohaterowie mieli do niej kilka kroków od okolic Blauwbrug na Amstel, na którym kończyli swój spacer po nabrzeżach Amstel, a następnie kilka kroków do kompleksu zwanego Stopera, od którego rozpoczął się trzeci etap, wieczorny, ich piątkowego spaceru. Można by również założyć, że to fikcyjna restauracja. Ale ponieważ mam z niej miłe wspomnienia, a restauracja jest nadal bardzo dobrze oceniana to pozostańmy przy pierwszej wersji. Jednocześnie będzie to częściowo zgodne z założeniami mojej powieści, że jej akcja jest fikcyjna, bohaterowie również choć mieli swoje muzy, zaś miejsca, w których dzieje się powieść są rzeczywiste.
Restauracja Harmsen
Harmsen Restaurant-Café znajduje się w Weesp koło Amsterdamu przy ulicy Slijkstraat 12 w bardzo urokliwej okolicy. Restauracja ma dobre, a nawet bardzo dobre noty i opinie w Internecie. W Google Maps 4,6/5 przy 514 opiniach, w Tripadvisorze 4,7/5 przy 21 opiniach, w tym portalu uznano ją piątą restauracją na 41 w Weesp, zaś w Restuarant Guru otrzymała średnio 5 gwiazdek na 5 przy 560 opiniach i została uznana za najlepszą wśród 69 restauracji w Weesp. Według opinii zawartych w tych portalach, klienci najwyżej oceniają jedzenie, w dalszej kolejności obsługę, zaś najsłabiej klimat. Zarzuty do klimatu dotyczą przede wszystkim poziomu głośności w lokalu. To lokal, w którym klienci nie tylko rozkoszują się jedzeniem, ale również rozmowami ze sobą, ekspresyjnymi i radosnymi. Znakomita większość not i opinii dotycząca obsługi jest super pozytywna. Według klientów obsługa jest miła, przyjazna i pomocna. Ale zdarzają się klienci, którzy krańcowo negatywnie oceniają restaurację pod tym względem. Według mnie, albo mieli wielkiego pecha, albo nie chcą przyjąć pewnych zasad restauracyjnych, albo są naturalnymi malkontentami, albo konkurentami. Kuchnia tej restauracji określana jest jako francuska. Według mojej pamięci była to kiedyś kuchnia z przewagą dań typowo holenderskich, ale również z daniami typowymi dla kuchni francuskiej. Z biegiem czasu ta proporcja przesunęła się w kierunku kuchni francuskiej. Z czasów kiedy pisałem o pobycie Marcina i Belli w Harmsen w ich karcie dań w zasadzie nie pozostało żadne danie. Pozostała deska serów, lecz te kilka lat temu były to sery lokalne czyli holenderskie, a dziś są z różnych europejskich krajów, głównie francuskie, ale także szwajcarski i hiszpański. W Holandii kraju świetnych serów z deski serów zniknęły wszystkie rodzime. W bieżącej karcie dań są pozycje brzmiące: zupa dnia i danie mięsne dnia. Wydaje mi się, że to też novum. Ale może pod tym hasłem czasami kryje się zupa, którą wybrali bohaterowie lub któreś z wybranych przez nich głównych dań mięsnych. Jak na holenderską restaurację z dobrymi notami ceny w niej można by zaliczyć co najwyżej do średnich. Zupa dnia kosztuje poniżej 10 €, przystawki 14-18 €, dania główne tuż poniżej lub tuż powyżej 30 €. Ceny te nie są wyższe niż w większości dobrych restauracji w Polsce. O daniach tej restauracji, niestety sprzed kilku lat, które zamówili bohaterowie powieści pojawią się osobne artykuły, bo te dania na to zasługują.




































